<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Wiersze</title>
	<atom:link href="http://wierszyki-dladzieci.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://wierszyki-dladzieci.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Wed, 19 Oct 2011 14:16:05 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.6</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Zosia jak laleczka &#8211; Jolanta Wybieralska</title>
		<link>http://wierszyki-dladzieci.pl/zosia-jak-laleczka-jolanta-wybieralska/</link>
		<comments>http://wierszyki-dladzieci.pl/zosia-jak-laleczka-jolanta-wybieralska/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 09 Jun 2011 05:07:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wiersz inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wierszyki-dladzieci.pl/?p=274</guid>
		<description><![CDATA[Gdy otwieram oczy z rana
W kuchni już się krząta mama
Ciepłe mleko mi podaje
Słyszę, pij moje kochanie
 
Potem mnie ubiera ładnie
Szybko śpiochy wkłada zgrabnie
A na śpiochy sukieneczkę
I ma Zosię, jak laleczkę.
 
 
Chcę by każdy mi pomagał
I co chwilę śpiochy wkładał.
Karmił pysznym, ciepłym mlekiem
I patrzył na mnie z uśmiechem.
 
A ja pośpię, pogaworzę,
Swoje rączki w nóżki włożę.
I uśmiechnę się czasami,
Malutkimi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Gdy otwieram oczy z rana</p>
<p>W kuchni już się krząta mama</p>
<p>Ciepłe mleko mi podaje</p>
<p>Słyszę, pij moje kochanie</p>
<p> </p>
<p>Potem mnie ubiera ładnie</p>
<p>Szybko śpiochy wkłada zgrabnie</p>
<p>A na śpiochy sukieneczkę</p>
<p>I ma Zosię, jak laleczkę.</p>
<p> </p>
<p> </p>
<p>Chcę by każdy mi pomagał</p>
<p>I co chwilę śpiochy wkładał.</p>
<p>Karmił pysznym, ciepłym mlekiem</p>
<p>I patrzył na mnie z uśmiechem.</p>
<p> </p>
<p>A ja pośpię, pogaworzę,</p>
<p>Swoje rączki w nóżki włożę.</p>
<p>I uśmiechnę się czasami,</p>
<p>Malutkimi usteczkami.</p>
<p> </p>
<p>W domu u mnie jest wesoło</p>
<p>Wszyscy chodzą przy mnie w koło</p>
<p>Jestem oczkiem w głowie mamy</p>
<p>I słyszę – wszyscy skarbie cię kochamy</p>
<p>Jolanta Wybieralska</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wierszyki-dladzieci.pl/zosia-jak-laleczka-jolanta-wybieralska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>opowiadanie/ZWYKŁY KUNDEL I NADZIEJA &#8211; Jolanta Wybieralska</title>
		<link>http://wierszyki-dladzieci.pl/opowiadaniezwykly-kundel-i-nadzieja-jolanta-wybieralska/</link>
		<comments>http://wierszyki-dladzieci.pl/opowiadaniezwykly-kundel-i-nadzieja-jolanta-wybieralska/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 09 Jun 2011 04:47:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wiersz inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wierszyki-dladzieci.pl/?p=284</guid>
		<description><![CDATA[Opowiadanie pt ,, Zwykły kundel i Nadzieja&#8221; opisuje przygody pewnej rodziny, w której główne bohaterki Martynka i Weronika wspólnie z rodzicami uczą młodych czytelników opieki nad zwierzętami, poznają rodzaje lasu i życie pszczół. Każda część, to inna pora roku.
Część I &#8211; JESIEŃ
Była ciepła jesień. Mama postanowiła wziąć nas na działkę. Nas to znaczy mnie i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Opowiadanie pt ,, Zwykły kundel i Nadzieja&#8221; opisuje przygody pewnej rodziny, w której główne bohaterki Martynka i Weronika wspólnie z rodzicami uczą młodych czytelników opieki nad zwierzętami, poznają rodzaje lasu i życie pszczół. Każda część, to inna pora roku.</p>
<p>Część I &#8211; JESIEŃ</p>
<p>Była ciepła jesień. Mama postanowiła wziąć nas na działkę. Nas to znaczy mnie i moją siostrę Weronikę. Przygotowała wiele kanapek, termosy z ciepłą herbatą i ciasto. Działka znajdowała się za miastem. Pojechałyśmy tam autobusem. A potem musiałyśmy iść na pieszo około 500 metrów.<br />
Z jednej strony drogi rozciągały się pola uprawne, a po drugiej stronie ogrodzenia domów jednorodzinnych i za nimi działki uprawne. Nasza była dosłownie tuż za kończącymi się zabudowaniami.<br />
To już niedaleko – mówiła mama.<br />
Tak mamusiu, pamiętam drogę. Ja będę pierwsza – wołałam radośnie i zaczęłam biec, a  za mną zaraz ruszyła Weronika.<br />
Nagle zatrzymałam się, bo za siatką ogrodzenia jednego z domów zobaczyłam czarnego pieska, z pięcioma szczeniakami. Jakie śliczne maleństwa – zawołałam do Weroniki.<br />
Teraz obie patrzyłyśmy na szczeniaki, które biegły za swoją mamą i próbowały pić mleczko wkładając główki pod jej brzuszek. Przewracały się przy tym niezgrabnie. Patrz Werka, jakie one maleńkie. Jeszcze im się plączą nogi. O zobacz, ten czarniutki nawet zrobił fikołka.<span id="more-284"></span><br />
Byłyśmy tak zapatrzone na nie, że nie zauważyłyśmy pani gospodyni, która szła w naszym kierunku.<br />
Podobają się wam pieski? – zapytała pani. Tak, bardzo &#8211; odpowiedziałyśmy prawie równocześnie.<br />
W tym czasie nasza mama była już przy nas i także przyglądała się szczeniaczkom. Mamusiu, jakie one śliczne – wołała Werka. Patrz, ten w plamki się przewrócił, a tamten z klapniętym uszkiem idzie za ogonkiem tamtego czarnego.<br />
Stałyśmy przez jakiś czas przy ogrodzeniu, ale pani gospodyni otworzyła furtkę i zaprosiła nas na swoje podwórko. Była bardzo miła, choć widać było na jej twarzy smutek. Ona nie cieszyła się z widoku szczeniaków.<br />
Gospodyni zaczęła do mamy opowiadać, że jej suczka ma za dużo szczeniąt i nie będzie w stanie ich wykarmić. Spojrzałam na sukę. Była bardzo chuda. Nagle pani zaproponowała mamie i nam, abyśmy wzięły jednego szczeniaka ze sobą. Mówiła, że tylko te najbardziej silne przeżyją, a te, które nie wypiją swojej porcji mleka będą słabły i zdechną, trochę szkoda, bo mają zaledwie tydzień.<br />
Suka w tym czasie zjadała małe buraki wraz z liśćmi, które gospodyni wykopała przed zimą. Nic więcej dla niej nie mam – mówiła – samej jest mi trudno żyć. Nie mam pieniędzy, żeby kupić jej suchą karmę, dlatego chętnie bym je oddała.<br />
Spojrzałam na mamę, która pochyliła się nad szczeniakami i zaczęła je głaskać. Werka i ja przyłączyłyśmy do niej.<br />
Mamusiu, jakie one są śliczne – wołałyśmy wspólnie. Weźmy jednego do domu, prosiłyśmy na zmianę. No dobrze, wybierzcie któregoś – zaproponowała mama. Naprawdę, możemy mamusiu, zgadzasz się. Dziękujemy.<br />
Stanęłam i zaczęłam się przyglądać wszystkim maluchom. Werka stanęła obok mnie. Patrz – mówiłam – jakie one mądre, jakby rozumiały, że tylko jeden z nich może pójść z nami.<br />
Wszystkie nastawiały uszy, gdy cmokałyśmy. Podchodziły w naszą stronę. Tylko jeden, ten najbardziej czarny z białą plamką na ogonku i trochę kudłaty leżał zwinięty w kłębuszek i zerkał na nas. To ten – pomyślałam – on musi być nasz.<br />
Podeszłam i wzięłam go na ręce. Spod grzywki patrzyły na mnie jego czarne oczka. Podniosłam go do góry, Werka już głaskała jego kudłatą sierść. Całowała w malutki pyszczek, a on oblizywał jej usta.<br />
Mamusiu, myśmy już wybrały – cieszyła się Werka. Wzięła go na ręce i zaniosła do mamy. Za Werką poszła suka, aby powąchać maleństwo, ale polizała je po sierści i odeszła. To było okropne – pomyślałam – wyglądało to na pożegnanie. Jego matka już nigdy nie zobaczy swojego dziecka – myślałam dalej &#8211; a może zobaczy, przecież czasami będziemy zabierać maleństwo na działkę.<br />
Weronika szła i trzymała malca w malutkich rączkach, przytulała do siebie i co chwilę całowała. On piszczał i najwyraźniej dawał do zrozumienia, że nie ma ochoty na takie pieszczoty. Odebrałam jej szczeniaka, choć nie była z tego powodu zadowolona i przyspieszyłam kroku.<br />
Gdy tylko dotarłam na naszą działkę, położyłam pieska na trawie. Ziemia o tej porze roku była zimna i mokra. Maleństwo piszczało coraz głośniej. W końcu na działkę dotarła mama z Weroniką. Przebrała się, wzięła wiaderko i łopatę. Miała wykopywać selery i buraki, a my miałyśmy jej pomagać.<br />
Nasz szczeniak piszczał coraz głośniej, że usłyszał go nawet sąsiad z trzeciej działki za nami.<br />
Co wy tam macie dziewczynki? – zapytał – Co tak piszczy? Mamy nowego małego pieska – pochwaliła się Weronika. Sąsiad podszedł do granic naszej działki i zobaczył małą czarną kulkę.<br />
Z pewnością jest głodny – powiedział – musicie go nakarmić. Nakarmić? – zdziwiłam się – bo czym niby mam nakarmić tak małego szczeniaka, który nie potrafi sam jeść. A może spróbuję dać mu kanapkę? – pomyślałam – może mu nie zaszkodzi?<br />
Mamusiu, czy mogę wziąć kanapkę? – zapytałam zapracowaną mamę – dałabym małe kawałeczki pieskowi. Weź – odpowiedziała mama – kanapki z szynką zapakowane są w sreberko, z serem w papier pergaminowy, a kiełbaska jest w woreczkach foliowych. Poczęstuj też Weronikę.<br />
Wyjęłam dwie kanapki, jedną dałam siostrze, a drugą, gdy rozpakowywałam, duży kawałek szynki spadł, na ziemię. Maleństwo, od razu połknęło ten kawałek. Przestraszyłam się, że rozboli go brzuch. Ale on wąchał miejsce na trawie i dalej się oblizywał. Próbowałam wyrywać mięciutkie kawałki z środka kanapki, lecz czasami urwało mi się ze skórką. Piesek łykał wszystko po kolei.<br />
Ale musiał być głodny – mówiłam do Weroniki – ciekawe, czy to piesek czy suczka? – mówiłam dalej. Możemy to sprawdzić – oświadczyła moja młodsza siostra. W odróżnieniu płci pomogła nam mama. Wkrótce okazało się, że mamy suczkę.<br />
Martynko, jak jej damy na imię? &#8211; zapytała Weronika. I obie dziewczynki wymyślały różne imiona. Może nazwiemy ją Tina, albo Arsza? – stwierdziła Wronika.<br />
A może Szpilka? – wymieniała dalej.<br />
Mnie przyszła na myśl Perełka i Psotka. No, to które najbardziej pasuje do tego maleństwa? – zapytałam Werkę.<br />
Obie zastanawiały się krótko. Wiesz chyba te ostatnie – odpowiedziała – Najładniej brzmi Psotka i niech tak już zostanie.<br />
Pomoc mamie w tym dniu jakoś nam nie szła, co chwilę zaglądałyśmy do naszej Psotki, a ona smacznie spała zwinięta w kłębuszek.<br />
Mama schowała wykopane selery i buraki w małej piwnicy pod altaną. Zebrała poucinane liście buraków, które położyła na kompostniku. Umyła ręce i zaczęła się przebierać.<br />
Dziewczynki – oświadczyła mama – wracamy do domu. Podeszła do Psotki, pogłaskała ją i wzięła na ręce. No, to która z was będzie ją niosła? – zapytała z uśmiechem na twarzy. Ustaliłyśmy, że na zmianę, raz ja, a raz Weronika.<br />
Psotka trzęsła się z zimna. Rozpięłam kurkę i wsadziłam szczeniaka, że tylko widać było jej mały czarny pyszczek. Trzymałam mocno, aby szczeniak nie wypadł. Gdy przechodziłyśmy obok podwórka pani gospodyni, nie widać już było, ani suki, ani pozostałych szczeniąt. Z pewnością gdzieś się z nimi schowała. Zmęczone, ale jakże szczęśliwe wróciłyśmy do domu.<br />
Po wejściu do domu tatuś przywitał nas radośnie. Też niedawno wróciłem z pracy – oświadczył &#8211; rozbierzcie się kolacja czeka na stole. Zaraz zrobię ciepłe mleko.<br />
Pomogę ci – rzekła mama &#8211; tylko rozbiorę Weronkę i Martynkę. Dziewczynki umyjcie ręce – wołał tata już z kuchni.<br />
W tym czasie Psotka zaczęła piszczeć. Mama wyciągnęła ją powoli spod kurtki. Była cieplutka, jak nagrzany piecyk.<br />
Co tak piszczy? – pytał tata. Niespodzianka -  wołała Weronika. Jaka niespodzianka? – chcę poznać tę niespodziankę. Zobaczysz – dalej wołała – zaraz ją poznasz.<br />
Mama położyła Psotkę w pokoju na podłodze. Jej króciutkie nóżki ślizgały się po panelach i rozjeżdżały. Nie mogła iść. Wstawała i ponownie upadała na cztery łapki. Zaczęłyśmy się śmiać, tak głośno, że nasz tata nie wytrzymał i przyszedł do nas. Psotka leżała na środku pokoju.<br />
Czyżby, to był szczeniaczek? – mówił zdziwionym głosem tata – A skąd go macie? – pytał dalej. To długa historia – odpowiedziałam. Długa, długa – powtórzyła Werka.<br />
Tata pochylił się nad pieskiem. Wziął w obie ręce i podniósł do góry. Jak się wabisz malutki? – pytał – czy masz już jakieś imię? Tak – wołałyśmy razem. Od dzisiaj to jest nasza Psotka. Ach Psotka – śmiał się tatuś -  zatem witam Psotkę w naszym domu.<br />
A wiecie, jaki to jest obowiązek mieć psa w domu? – pytał tata – to kolejny członek rodziny. Trzeba o pieska dbać tak samo, jak o dziecko. Wyjść z nim na spacer i do weterynarza. Karmić go i czesać.<br />
Wiemy – odpowiedziałam – będziemy się starały tatusiu, prawda Werka? Jednak ona nie zdążyła w tym czasie odpowiedzieć na to pytanie, bo nasza Psotka, po prostu zsiusiała się i trzeba było powycierać.<br />
Wszyscy umyliśmy ręce i usiedliśmy do stołu. Byłam głodna, jak wilk. Zabrałam się do jedzenia.<br />
Tato, pyszna kolacja – mówiłam z pełnymi ustami. Weronika też nie marudziła, a Psotka chyba poczuła zapach szynki, bo strasznie zaczęła piszczeć.<br />
Oderwałam kawałek i rzuciłam na podłogę obok jej pyszczka. Zjadła od razu. Zauważył to tata.<br />
Nie wolno tak robić – stwierdził &#8211; pies musi od samego początku wiedzieć, gdzie jest jego miejsce i miska. W innym wypadku, kości i wszystkie niedojedzone przez niego produkty, będą zostawione na podłodze w całym domu.<br />
Mieć pieska – dalej tłumaczył tata – to nie tylko, aby się z nim bawić, przytulać i traktować, jak zabawkę, pieska trzeba uczyć. Bo jak się od razu nie będzie pokazywało, jak ma postępować, to wyrośnie na bałaganiarza. Jak tylko zjesz &#8211; powiedział do mnie tata – nalejesz mu ciepłego mleka.<br />
Byłam już gotowa. Poszłam do kuchni, wyjęłam miseczkę i nalałam mleka. Miseczkę postawiłam pod stołem. Przyniosłam Psotkę do kuchni. Położyłam obok miski. Ona jednak nie piła. Zaraz koło mnie stanęła Wercia.<br />
Dlaczego ona nie pije? – zapytała – na pewno jest głodna. Nie wiem, z pewnością, nie dlatego, że jej nie smakuje, bo jeszcze nie spróbowała – odpowiedziałam. Ale na szczęście do kuchni wszedł tata. Wziął Psotkę do rąk i pyszczek zamoczył w mleku. Zaczęła się oblizywać i szukać. Tata postawił ją obok miski. Psotka powąchała i zaczęła malutkim języczkiem chlipać dotąd, aż miska była prawie pusta. Jej brzuszek pęczniał, stawała się coraz grubsza, gdy wylizywała ostatnie kropelki mleka. Potem położyła się jak zwykle w kłębuszek i zasnęła.<br />
Dziewczynki zapraszam do łazienki – mówiła mama. Martynko, pospiesz się, jutro masz na rano do szkoły.<br />
Mamusiu – zapytałam – czy zapakowałaś mi wszystko według planu? Jutro na zajęciach praktycznych uczymy się przyszywać guziki – oświadczyłam. Tak zapakowałam – odpowiedziała mama – guziki, nitkę, materiał i igłę masz włożoną do bocznej kieszonki. Tylko nie ukłuj się i bądź ostrożna. Dziękuję mamusiu – i szybko poszłam się kąpać.<br />
W wannie siedziała Weronka i przelewała wodę z konewki. To jej ulubiona zabawa. Nalałam płynu i wymieszałam wodę. Powstało dużo piany. Nałożyłam pianę na brodę, wąsy i na włosy. Chyba wyglądałam śmiesznie, bo Weronika zaczęła się głośno śmiać, a po chwili zrobiła tak samo na swojej głowie.<br />
Mama, co jakiś czas ponaglała nas, abyśmy wyszły z wanny. Martynko – powiedziała mama – mówiłam ci, żebyś umyła się i poszła do łóżka. Weroniko – mówiła dalej – wypuść wodę i także wyjdź.<br />
Choć zabawa nam się podobała spłukałyśmy z siebie pianę i w ręcznikach poszłyśmy obie do pokoju.<br />
Która z nas szybciej założy piżamę? &#8211; zawołała Weronika. Niestety nie tak łatwo na mokre ciało ubrać szybko cokolwiek. Dzisiaj ty wygrałaś – powiedziałam ze śmiechem na ustach.<br />
Mama przykryła nas i odchodząc zgasiła światło. Pa mamusiu – powiedziałam po cichu, pa powtórzyła Wercia. Śpijcie słodko – powiedziała mama zamykając drzwi od pokoju.<br />
Za oknem padał deszcz, jego krople uderzały głośno o parapet i oznajmiały nadchodzącą zimę.<br />
Część II &#8211; ZIMA</p>
<p>Jesień dobiegała końca. Dni stawały się coraz krótsze i często padał deszcz ze śniegiem. Dobrze, że chociaż zegar przestawiono o godzinę później, bo z rana miałabym kłopot ze wstawaniem do szkoły. Mama z szafy powyciągała cieplejsze swetry i kurtki zimowe. W butach do kostki, też było zimno, więc noszę kozaki, które mama kupiła mi w poniedziałek, bo te z tamtego roku były na mnie za małe.<br />
W szkole okrycia i obuwie zmienne zostawiam w szafce zamykanej na kluczyk i idę do klasy. Tam mam wiele koleżanek i kolegów, z którymi lubię się bawić na przerwie. Na lekcji jestem pilną uczennicą. Często zgłaszam się do odpowiedzi. Ładnie piszę. Czytam bardzo dobrze i pani zawsze wyznacza mnie do głośnego czytania tekstu, który wykorzystujemy na lekcji. Z matematyką również nie mam problemów. Dzisiaj poznaliśmy rozwiązywanie równań z jedną niewiadomą. To łatwe.<br />
Kiedy wracam do domu mam więcej obowiązków, bo muszę opiekować się Psotką, ale pomaga mi w tym siostra. Obie z Weroniką lubimy być przy Psotce. Dbamy, aby jej miska nie była nigdy pusta. Ona je i rośnie w mgnieniu oka. Już się nie przewraca nawet, gdy biega.<br />
Zgodnie z zaleceniem taty jedzenie dostawała tylko w kuchni. Szybko też nauczyła się i nie brudziła w domu. Najpierw często była wyprowadzana na dwór, a później sama wiedziała, że musi tak długo trzymać, aby załatwić się na podwórku.<br />
Z rana i wieczorem wyprowadzali ją rodzice, a ja z Weroniką w południe. Czasami kilka razy, ale nie narzekam. Zaprzyjaźniła się nawet z kilkoma psami sąsiadów. Jak ich widziała na podwórku, ciągnęła mnie, że trudno było utrzymać ją na smyczy.<br />
Dobrze, że na moim podwórku jest ogrodzony teren dla psów, bo wtedy mogę ściągnąć jej smycz i przyglądać się jej zabawom. Mogłaby tak bawić się godzinami. Biega wtedy za piórkiem ptaka, za piłeczką. Wącha wszystko swoim małym noskiem.<br />
Gdy przychodziła do domu po spacerze, biegła do miski i piła wodę. A później biegała po całym mieszkaniu.<br />
Kto wpuścił Psotkę do pokoju? – wołała mama, przecież ma brudne łapki i wszystko wybrudzi. Martynko jesteś starsza – mówił tata &#8211; weź miskę z wodą i umyj Psotce łapki. Werka przynieś jej ręcznik – wołałam do siostry.<br />
Wiecie, co moje córeczki – mówiła mama &#8211; już niedługo święta Bożego Narodzenia, nie mogę tylko sprzątać i sprzątać po Psotce. Jak tylko przychodzicie ze spaceru, od razu wycierajcie jej łapki. Dobrze mamusiu – szybko odpowiedziałam.<br />
A za ile będą święta? – pytałam, lecz mama nie zdążyła mi odpowiedzieć, bo Werka wskoczyła na kolana taty i głośno zadawała wiele pytań.<br />
Tatusiu, kiedy będzie chodził Mikołaj? Jeszcze tata nie zdążył jej odpowiedzieć, a ona zadawała już kolejne pytanie. Czy będziemy mieć na święta żywą choinkę? Czy kupimy karpie? Czy pojedziemy do babci Reni?<br />
Czekaj córciu, nie bądź taka szybka. Jak mam ci odpowiedzieć – mówił tata &#8211; jeżeli ty wciąż zadajesz kolejne pytanie?<br />
Dobrze, możesz teraz odpowiedzieć na każde z moich pytań. Położyła rękę na głowie taty i zaczęła wymyślać mu nową fryzurę. Mamusiu popatrz na tatę, a ty Martynko – wołała Werka &#8211; podaj lusterko. Wszystkich nas rozbawiłaś – śmiał się radośnie tata i poprawił włosy.<br />
Mama usiadła koło nas i powiedziała, że święta będą za dwa tygodnie. Naszym zadaniem będzie wybór najpiękniejszej choinki i jej dekoracja. Mówiła jeszcze, że nie wyobraża sobie świąt bez karpia i że odwiedzimy babcię w wigilię.<br />
Werka i ja skakałyśmy ze szczęścia do góry. Czekało nas wiele pracy. Pomagałyśmy mamie w zakupach, porządkach i oczywiście w gotowaniu. Tatusiowi po całym dniu pracy dobrze robił spacer z Psotką.<br />
Miejscem wyznaczonym przez tatę dla psa był korytarz. Mama położyła tam mały dywanik, który najpierw leżał w łazience. To znaczy według taty, w dzień pies mógł poruszać się po całym mieszkaniu, ale w nocy nie. Pies tego nie rozumiał.<br />
Kiedy gasło światło i wszyscy już prawie spali, nasza Psotka skradała się do dużego pokoju, w którym spali rodzice, brała taty kapeć w pyszczek, kładła go na fotelu i do rana na nim spała.<br />
Z początku budziłam się, kiedy tata głośno zachowywał się, gdy szukał swojego kapcia. Szybko zrozumiał, że nasza Psotka chciała wyrazić, kto jest jej panem. Bo nie wiem, czy wiecie, ale pies zawsze wybiera sobie osobę, którą uważa za swojego przewodnika, tak jak w stadzie.<br />
Nadeszły święta. Choinki pięknie wystrojone stały w każdym większym sklepie. W galeriach handlowych było ich wiele na każdym piętrze. Pod choinkami stały zapakowane prezenty. Starsi robili zakupy, a dzieci przyglądały się świątecznym dekoracjom.<br />
Patrz Martynko – wołała Weronika – tam chodzi Mikołaj. Ma długą siwą brodę i siwe włosy. Jest ubrany cały na czerwono. Pokaż, gdzie? – pytałam – i nagle go zobaczyłam.<br />
Mikołaj z wielkim workiem na plecach szedł w naszą stronę. Kiedy nas mijał stanął, położył worek na podłodze i uśmiechną się. Dobry wieczór dziewczynki – powiedział głośno – poczęstujcie się czekoladką. Spojrzałam na tatę, później na mamę, oni też byli uśmiechnięci. Podeszłam razem z siostrą i jedna po drugiej wyciągnęłyśmy po tabliczce czekolady. Dziękuję – powiedziałam – cichym głosem, dziękuję – powtórzyła po mnie Werka i schowała się za płaszcz mamy.<br />
Mikołaj odszedł, ale za chwilę rozmawiał z inną dziewczynką i także podarował jej czekoladę.<br />
Lubię święta – myślałam – jest tak pięknie. Wszyscy są dla siebie mili. Nawet osoby, które się nie znają składają sobie życzenia. Każda ekspedientka składała życzenia i każdy klient to mówił, gdy opuszczał sklep.<br />
My także po dwóch godzinach zakupów opuściliśmy galerię. Rodzice z trudem doszli do samochodu, ponieważ mięli ciężkie siatki z zakupami.<br />
Co kupiłaś dla nas? – pytała, jak zwykle Weronika. A cóż mogłam kupić – stwierdziła mama – tylko najpotrzebniejsze produkty spożywcze. Jutro pomożecie mi piec i gotować na wigilię. Jeszcze tylko tata kupi karpie – wołała Martynka &#8211; i możemy zabierać się do pracy. Tak – odpowiedział tata – zaraz rybki będą pływać w wannie, bo pan Józek przyniesie nam dwie, które u niego zamówiłem.<br />
To nie będziemy się dzisiaj kąpać? – zapytałam. Ależ będziecie – odpowiedział tata – najpierw wy, a potem karpie.<br />
Po powrocie do domu zgodnie z obietnicą pan Józek przyniósł ryby, ale już wypatroszone. Co za ulga – rzekła mama – posolę je i wyłożę na balkon. Tam jest zimno, więc nie zepsują się.<br />
Po kolacji w naszym wspólnym pokoju z Weroniką dokańczałyśmy prace plastyczne, które rozpoczęłyśmy przed wyjściem do sklepu. Ona przyklejała z kolorowego papieru ozdoby na koszyczki, które wcześniej wykonałyśmy. Ja robiłam długi łańcuch na naszą domową choinkę. Po skończonej pracy posprzątałyśmy w pokoju i położyłyśmy się spać.<br />
Z rana zabrałyśmy się z rodzicami do pracy w kuchni. Mama jednego karpia piekła, a drugiego przyrządzała w galarecie. W piekarniku piekł się zawijany makowiec z dużą zawartością maku i bakalii. Tata obierał buraki na barszcz. Praca szła nam szybko. Weronika kroiła orzechy do kutii. Po całym domu unosił się zapach smażonych naleśników, tak potrzebnych do wykonania krokietów. Po czterech godzinach na stole w spiżarni było już prawie wszystko.<br />
Martynko idź teraz z Psotką na spacer – powiedziała mama &#8211; bo za godzinę wyjeżdżamy do babci Reni.<br />
Ubrałam się ciepło, bo na dworze był mróz i padał śnieg. Zapięłam Psotce smycz i wyszłam na podwórko. Oprócz nas nie było nikogo, ale to nie przeszkadzało ani mi, ani psu.<br />
Psotka biegała w koło, jakby chciała złapać swój kudłaty ogonek. Biegała za kulkami, które robiłam ze śniegu i jej rzucałam.<br />
Spojrzałam na okno mojego domu, stała w nim Werka i wołała mnie machając ręką. Otworzyłam furtkę ogrodzenia i zawołałam Psotkę. Chciałam jej zapiąć smycz na obrożę, ale w tej samej chwili rozległy się bardzo głośne odgłosy wystrzelonych petard.<br />
To chłopcy z sąsiedniego bloku próbowali wystrzelić zakupione petardy, które miały być odpalone w Nowy Rok.<br />
Psotka, Psotka – wołałam -  ale ona w ogóle nie zwracała uwagi na moje wołanie. Biegłam za nią, ale nie mogłam jej dogonić. Gdzie jesteś? – myślałam, przecież zamarzniesz na dworze.<br />
Podbiegłam do domofonu i przekazałam tatusiowi, że Psotka wystraszyła się wystrzału petard i uciekła. Za chwilę na dole byli już wszyscy i mama i tata i Weronika.<br />
Córeczko – powiedziała mama – to nie twoja wina. Zaraz ją znajdziemy. Ty Martynko – poleciła mama &#8211; pójdziesz z tatą w stronę sklepu, a ja z Weroniką w drugą stronę. Może jak będziemy wołać, to nas usłyszy. Wołałam z całej siły, tatuś też wołał, ale Psotki nie było.<br />
Zmarzłam w ręce i nos. Tata też miał czerwone uszy od mrozu. Po drugiej stronie ulicy w naszym kierunku szła mama z Weroniką.<br />
Nigdzie jej nie ma – mówiła – jakby zapadła się pod ziemię. Wracamy do domu? – pytałam. Tak – odpowiedział tata – jesteśmy umówieni z babcią Renią na szesnastą. Tata zadecydował, że po powrocie od babci ponownie wyjdziemy jej szukać.<br />
Po przyjeździe babcia zaprosiła nas do wigilijnego stołu, ale nikt z nas się nie radował. Każdy myślał o Psotce, która była sama. Przecież w tym dniu nikt nie powinien być sam? – myślałam -  jeszcze w dodatku na mrozie.<br />
Gdy opowiedzieliśmy babci, co się stało także się zmartwiła. Babcia wzięła do rąk opłatek i kolejne jego listki podała nam. Zaczęliśmy składać sobie nawzajem życzenia. Potem częstowaliśmy się wigilijnymi potrawami. Było ich aż dwanaście rodzajów, tyle, co apostołów, czy miesięcy w roku. Mama chwaliła mnie i Werkę za pomoc w kuchni.<br />
Mamo – nie wiesz – mówiła do babci mama -  jakie z dziewczynek są gospodynie. Wszystko chciały zrobić same. Martynka mieliła mak do makowca, a Wercia kroiła orzechy do kutii i ubiła pianę z białek do makowca. To dobrze – odpowiedziała babcia – dziewczynki powinne pomagać w kuchni. Poprzez własne doświadczenie nauczą się gotować.<br />
Rozmowa została przerwana, bo tata puścił kolędę. Wszyscy śpiewaliśmy Przybieżeli do Betlejem Pasterze, a później inne znane kolędy.<br />
W tym roku rolę domowego Mikołaja pełnił tata. Wyciągał paczki spod choinki i po kolei podchodził do osoby, której imię było napisane na paczce. Zaczęliśmy rozpakowywać prezenty. Mama dostała piękny brązowy szal, tata zestaw kosmetyków po goleniu, babcia piękny haftowany obrus, a ja z Weroniką zabawki, o których marzyłyśmy. Każdy się cieszył. Ale tata wyciągnął spod gałązek świerka jeszcze jedną paczkę. Była przeznaczona dla Psotki. Gdzie ona może teraz być? – mówiłam. Nie martw się córeczko – odpowiedziała mama. Może wróciła – powiedział tata – i czeka na nas pod drzwiami.<br />
Chcę do domu! – rozpłakała się Weronika – chcę zobaczyć, czy jest Psotka. Dobrze Werciu – mówił smutnym głosem tata – jest późno, ubieraj się. Ty Martynko również pożegnaj się z babcią i ubierz się.<br />
Pomogłam siostrze zawiązać czapkę i szalik, bo po otwarciu drzwi na klatkę schodową czuć było chłód, który wdzierał się przez futryny starych okiennic.<br />
Było tak zimno, że tata miał problem z odpaleniem samochodu, ale w końcu udało się i odjechaliśmy. Kiedy byliśmy już blisko domu, przez zaparowane szyby rozglądaliśmy się za Psotką. Nigdzie nie było jej widać. Pod naszymi drzwiami też jej nie było.<br />
Zawsze po wejściu do domu Psotka bardzo się cieszyła, skakała, piszczała, lizała, a teraz cisza. Tata postanowił sam pójść na podwórko i jej poszukać, a mama wykąpała nas i położyła do łóżek.<br />
Z niecierpliwością obie czekałyśmy na powrót taty, ale zmęczenie po całym dniu było chyba silniejsze, bo szybko zasnęłyśmy.<br />
Z rana od razu poszłam go pokoju rodziców, ale Psotki nie było. Tata opowiadał, że chodził dwie godziny na mrozie i o mały włos nie zamienił się w sopel lodu. Szukał jej wszędzie, ale bez rezultatu.<br />
Mama, jak zwykle krzątała się w kuchni. Czy Wercia też wstała? – pytała – zaraz podaję śniadanie. Idź i ubierz się – prosiła &#8211; dzisiaj nie wypada chodzić w piżamie. Do świątecznego stołu zasiadamy również ubrani odświętnie. Po południu spodziewamy się gości. A kto przyjdzie? – zapytałam – idąc do łazienki. Nie przyjdzie – powiedział tata – tylko przyjedzie.<br />
Kto? Kto do nas przyjedzie? – wołała zaspana Weronika. Dzisiaj zapowiedziała się ciocia Agnieszka.<br />
Hura – skakała Wercia radośnie. Hura – wołałam z łazienki. Bardzo lubię ciocię – mówiłam – ona jest taka miła.<br />
Po śniadaniu poszłam z rodzicami do kościoła. Całe wnętrze było wypełnione ludźmi. Z głośników dobiegał głos księdza, który śpiewał znaną kolędę Wśród Nocnej Ciszy. Zajęliśmy miejsce na końcu i włączyliśmy się do śpiewania. Po mszy wzięłam Wercię pod ołtarz i pokazałam jej szopkę. Była piękna.<br />
Po powrocie mama zabrała się do obiadu, a my z tatą przygotowaliśmy stół. Tata położył czysty obrus, na którym w każdym rogu był wyhaftowany wzór zielonej choinki.<br />
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Tatusiu – wołała Wercia -  to na pewno ciocia, otwórz drzwi. Już idę kochanie – mówił – już otwieram.<br />
Dzień dobry wszystkim – przywitała się ciocia. Dzień dobry ciociu – wołałam z Weroniką. Proszę wejdź – zapraszał tata. Ciocia podała płaszcz, który tata zawiesił w korytarzu. Ściągnęła kozaki i ustawiła przy szafce. Ale zmarzłam – mówiła – jest chyba dwadzieścia stopni na minusie. Długo czekałam na przystanku – mówiła dalej &#8211; była jakaś awaria, ale na szczęście dotarłam. Co tam u was? – zapytała po chwili.<br />
Mama podała kawę i herbatę. Położyła świąteczne ciasto. Gdy poszłam po cukierniczkę Weronika z tatą już w skrócie opowiedziała, jakie nieszczęście nas spotkało.<br />
Ojej – powiedziała ciocia Agnieszka, to smutne, ale może będę wam mogła jakoś pomóc. Jak? – zapytałam prawie ze łzami w oczach. Wiesz – odpowiedziała ciocia – przecież pracuję w telewizji. Może podam ogłoszenie o zagubieniu psa. To dobry pomysł – powiedziała mama – może ktoś widział naszą Psotkę i wie, gdzie ona jest.<br />
Wiecie – powiedziała ciocia &#8211; zaraz zadzwonię do koleżanki, która ma dyżur, to może pierwsze ogłoszenie będzie dzisiaj.<br />
Ciociu – zawołałam – jesteś cudowna. Po chwili ciocia wyjęła telefon i zaczęła rozmowę. Nie miała z opisem Psotki żadnych problemów. Znała ją doskonale. Podała wszystkie szczegóły, nie zapomniała nawet o ogonku, który na końcu był biały. Potem opowiadała dużo o sobie.<br />
Mama sprzątnęła ze stołu i podała obiad. Tata włączył telewizor, bo o czternastej miała być komedia i nagle usłyszeliśmy komunikat:<br />
DRODZY PAŃSTWO, DWIE DZIEWCZYNKI CZEKAJĄ NA SWOJEGO PIESKA KUNDELKA, KTÓRY ZGUBIŁ SIĘ WCZORAJ W OKOLICACH ULICY SŁONECZNEJ. PSOTKA, BO TAK WABI SIĘ PIESEK JEST CAŁY CZARNY Z DŁUŻSZĄ KUDŁATĄ SIERŚCIĄ. NA KOŃCU OGONKA MA WIDOCZNĄ BIAŁĄ PLAMKĘ. ZA POMOC W ZNALEZIENIU PSA CZEKA NAGRODA. TELEFON DO WŁAŚCICIELI 98 ………..<br />
Tak byłam zaskoczona, że z rąk wypadła mi łyżka. To o naszej Psotce – zawołałam. Ciociu dziękuję – mówiłam dalej – teraz więcej osób zwróci uwagę na samotne pieski i może ktoś zadzwoni?<br />
Tak – powiedziała ciocia – ten komunikat słyszało wielu telewidzów, więc jeżeli ktoś spotka psa o podobnym opisie, to może się z wami skontaktuje.<br />
Rozpoczął się film. Usiedliśmy wygodnie i oglądaliśmy. Była to stara wersja Flipa i Flapa. Ten film – powiedział tata – oglądałem, jak byłem dzieckiem. Jest świetny. Ja także go widziałam – powiedziała mama – ale z przyjemnością po wielu latach obejrzę go po raz drugi.<br />
W niektórych momentach słychać było w domu tylko głośny śmiech. Wercia o mało nie spadła na podłogę, bo tak się przewracała na sofie. Mnie ze śmiechu bolały boki, a mama miała załzawione oczy, tak się śmiała.<br />
W połowie filmu zadzwonił telefon. Tata poszedł do drugiego pokoju, gdzie zostawił swoją komórkę. Nikt z nas nie przypuszczał, kto mógł dzwonić, więc nie przerywaliśmy oglądania. Po chwili tata oznajmił wszystkim, że dzwoniła pani w sprawie Psotki. Przerwaliśmy oglądanie filmu i zaczęliśmy wypytywać. A gdzie ta pani mieszka? A skąd wiadomo, że ten piesek to Psotka? Czy piesek miał biały ogonek? Czy ten piesek jest u tej pani? Tata był tak zdenerwowany tym telefonem, że kazał nam się szybko ubrać.<br />
Zaraz sami się dowiemy – mówił tata – jak go zobaczymy. Dziewczynki jesteście gotowe – mówiła mama – bo wychodzimy.<br />
Agnieszko – zwróciła się do cioci – mam nadzieję, że pojedziesz z nami. Oczywiście – odparła ciocia – usiądę z dziewczynkami na tylnych siedzeniach. Fajnie – wołała Weronika – ciocia pojedzie z nami z tyłu. Tata ruszył dużą prędkością. Uważaj – upominała go mama – jest ślisko.<br />
Na dworze padał śnieg i było zimno. Siedziałam koło szyby i wycierałam ją, gdyż szybko parowała. Dokąd jedziemy? – zapytałam. Tata patrzył się na drogę, aby nie wpaść w koleinę lub zaspę. Jedziemy na drugi koniec miasta – odpowiedział. A czy ten piesek – pytałam dalej &#8211; jest u tej pani w domu? Tak – odrzekł tata. Pani przez telefon poinformowała mnie, że wczoraj znalazła pieska podobnego do tego z opisu. Był zmarznięty, więc wzięła go do domu. Dała mu jeść i pić.<br />
Żeby to była nasza Psotka -  złożyłam ręce, jak w kościele i modliłam się w duchu. Widziałam, że Weronika robiła tak samo.<br />
To już blisko – mówił tata – jeszcze tylko jedna ulica i będziemy pod domem tej pani. A po chwili – powiedział &#8211; jesteśmy na miejscu.<br />
Gdy wysiadałam z samochodu serce biło mi mocno. Ścisnęłam rękę cioci, ale po chwili puściłam, aby nie okazywać zdenerwowania.<br />
Tata nacisnął przycisk domofonu. Po chwili usłyszałam głos kobiety, był trochę ochrypły. Zapraszam – mówiła – to na trzecim piętrze. Tata otworzył drzwi i windą wjechaliśmy do góry. Tam zobaczyliśmy otwarte drzwi, a w nich starszą panią.<br />
Państwo chyba do mnie – powiedziała – proszę do środka. Pies leży w kuchni. Dzisiaj nie chciał nic jeść, tylko pił wodę. W ogóle, to jakby go nie było – dalej mówiła starsza pani &#8211; cały czas leży.<br />
A może to jakiś chory piesek? – głośno powiedziała Wercia. W tym samym czasie zobaczyłam łapki psa, oparte z drugiej strony szklanych drzwi i usłyszałam szczekanie. Co się dzieje? – wołała pani – przecież piesek był taki grzeczny.<br />
Przymknięte drzwi nagle otworzyły się, a w nich ujrzeliśmy Psotkę, która nie wiedziała, z kim ma się pierwsza przywitać. Skakała i piszczała ze szczęścia.<br />
Myślałam, że cię już nigdy nie zobaczę – kucnęłam i głaskałam ją po grzbiecie. Głaskała ją także Wercia. Oj Psotko, Psotko – szeptała Weronika – ale narobiłaś nam stracha. Wszystko dobre, co dobrze się kończy – powiedziała roześmiana ciocia Agnieszka.<br />
Tata wyjął portfel, wyciągnął banknot stuzłotowy i podał starszej pani. Proszę – powiedział – to jest nagroda za odnalezienie psa.<br />
Nie trzeba – oświadczyła pani – proszę go zabrać z powrotem. Cieszę się, że to wasz piesek. Teraz jest taki radosny, a przed waszym przyjazdem nie chciał się ruszyć z miejsca, bardzo za wami tęsknił.<br />
Aż miło patrzeć – mówiła dalej starsza pani – jakie szczęśliwe są dzieci. Tak – powiedziałam – to nasz przyjaciel.<br />
Wróciliśmy do domu dosyć późno, bo po drodze odwieźliśmy ciocię Agnieszkę, która mieszkała na wsi 15 km od nas. Uciekł jej ostatni autobus i nie miałaby czym się dostać do domu.  Psotka na pożegnanie kilka razy szczeknęła i schowała łepek za moimi plecami.<br />
Umówiliśmy się, że od tej pory nigdy nie będziemy spuszczali jej podczas spaceru, nawet, gdyby była w zamkniętym ogrodzeniu na naszym podwórku.<br />
Kolejne dni zimy były coraz cieplejsze. Śnieg topniał. A ja z Weroniką po każdym spacerze myłam zachlapane łapki Psotce, żeby nie brudziła podłóg. Czasami, gdy się spieszyłam i chciałam ją wpuścić stała przy drzwiach do tej pory, aż ta czynność nie została wykonana. To się nazywa dobra tresura – pomyślałam &#8211; nawet zwykły kundel to potrafi.<br />
Część III &#8211; WIOSNA</p>
<p>Nadeszła upragniona wiosna. Wszystko dokoła robiło się zielone. Pojawiały się pierwsze pąki na drzewach, a na trawnikach wyrastały wiosenne kwiaty. Coraz głośniej śpiewały ptaki, które tak licznie przybyły do nas z ciepłych krajów.<br />
Koło naszego bloku na wysokim słupie znajdowało się gniazdo bociana. Było ono wielkie i rozłożyste. Z balkonu mogłam podglądać całą bocianią rodzinkę. Jak wykluwają się młode bocianki, jak są dokarmiane przez rodziców, jak ćwiczą swoje pierwsze loty i jak opuszczają gniazdo przed kolejną zimą. Jednak gniazdo było jeszcze puste.<br />
Mamusiu, czy w tym roku też będą bociany? – zapytałam. Z pewnością tak – odpowiedziała mama. Wiesz – mówiła dalej mama &#8211; bociany wracają, co roku do tych samych gniazd.<br />
To znaczy, że któryś z nich był tu już rok temu? – pytałam dalej. A skąd one wiedzą, jak mają lecieć i gdzie mają pozostać? To instynkt – odpowiedziała mama – są mądre. Bardzo mądre – powtórzyłam za mamą.<br />
Naszą Psotkę denerwowały muchy, które zbudziły się z zimowego snu i siadały jej na nos. Biegała za nimi i łapała pyszczkiem. To prawdziwy łapacz much – mówił tata. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.<br />
W szkole również żegnaliśmy zimę. Na oknach przyklejaliśmy różne kwiaty, a z naszą panią zrobiliśmy kolorową marzannę. Miała ona być wrzucona do wody podczas wycieczki do parku.<br />
Nie mogłam się jednak doczekać końca zajęć, bo czekał mnie wyjazd po lekcjach do cioci Agnieszki. Gdy wracałam z koleżanką ze szkoły usłyszałam wśród drzew dziwne odgłosy, jakby klaskanie.<br />
Patrz Jolu – powiedziałam – przyleciały bociany, to one tak głośno klekoczą.<br />
Acha – Jola spojrzała w górę – są dwa i chyba poprawiają gniazdo, bo utykają dziobami gałązki. Muszą przygotować je starannie – powiedziałam – dla młodych, które niebawem się wylęgną.<br />
Po wejściu do domu poczułam zapach zupy ogórkowej. Mamusiu – zawołałam &#8211; skąd wiedziałaś, że dzisiaj miałam właśnie na nią ochotę? Zjedz szybko zupę i drugie danie – mówiła mama – bo tylko czekamy na ciebie.<br />
Przy drzwiach stała torba podróżna wypchana po brzegi. Co to jest za torba? – zapytałam odstawiając pusty talerz po zupie. Spakowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy – odpowiedziała mama. Ale co za rzeczy? – pytałam dalej. Wasze piżamy i nasze – wymieniała mama – rajstopy, spodnie na przebranie i swetry. Jedziemy do cioci Agnieszki na cały weekend – oświadczył tata – pospiesz się, ja już idę do samochodu i zapakuję rzeczy do bagażnika. Na cały weekend? – ale mnie zaskoczyliście, bardzo się cieszę.<br />
Mama pozmywała po obiedzie. Nie będzie nas dłużej – powiedziała – muszę wszystko posprawdzać. Weroniko – powiedziała mama – sprawdź, czy zakręcona jest woda w łazience i czy wszystkie okna są zamknięte. Sama poszła do kuchni sprawdzić, czy nic nie gotuje się na gazie. Teraz możemy wyjeżdżać – powiedziała – z uśmiechem zamykając drzwi na klucz.<br />
Psotka tylko czekała, kiedy ktoś pierwszy otworzy w samochodzie boczne drzwi. Wskoczyła i czekała, a później szczekała, jakby nas ponaglała –hau, hau, szybciej, szybciej, nie grzebcie się.<br />
Usiadłam z tyłu po prawej stronie, a Weronika po lewej. Ona siedziała między nami. Po chwili położyła łepek na moich kolanach i chyba zasnęła.<br />
Obudziła się, gdy usłyszała głos piejącego koguta, gdy wjeżdżaliśmy na podwórko cioci. Zaczęła skakać dosłownie od jednego okna do drugiego. Zaczekaj – wołałam – zaraz tata zatrzyma samochód i wysiądziemy. Zachowywała się dziwnie, uszy, co jakiś czas same podnosiły się jej do góry, a potem opadały.<br />
Gdy otworzyłam drzwi Psotka wyskoczyła i zaczęła gonić całe ptactwo domowe. Kaczki uciekły za stodołę, kury do kurnika, a gęsi do stawu. Tylko kogut stanął i przyglądał się, ale niedługo. Nastroszył piórka i teraz on zaczął gonić Psotkę. Z klapniętymi uszkami wskoczyła do domu cioci.<br />
Wybacz Agnieszko – powiedział tata – ona jeszcze nigdy nie była na wsi i nie widziała zwierząt innych od siebie. Nie przejmuj się – mówiła ciocia – Psotka musi dowiedzieć się,  kto rządzi na wiejskim podwórku.<br />
Psotka tymczasem wskoczyła na fotel, który stał w korytarzu, wystawiła łepek do okna i szczekała. Głowa jej chodziła to w prawo, to w lewo, bo wszystkie ptaki domowe powróciły na podwórko i dziobały rozsypane ziarno. A kogut stał dalej na straży i co jakiś czas dawał o sobie znać piejąc głośno swoje kukuryku.<br />
Rozpakujcie się – powiedziała ciocia – a ja tymczasem podam obiad. Nie kłopocz się – powiedziała mama &#8211; my dopiero odeszliśmy od stołu. Przecież te 15 km jechaliśmy tylko pół godziny. A więc – ciągnęła dalej ciocia – może wybierzemy się do lasu na spacer. Ciociu – zawołała Wercia – powiem tylko Martynce i będziemy za chwilę na dole.<br />
Byłam w pokoju na drugim piętrze, widok z okna był wspaniały. Wszędzie widziałam pola i lasy. Pod oknem stały dwa złączone łóżka drewniane przykryte ciepłym kocem. Obok stała szafa i dwa fotele z ławą.<br />
To moje łóżko – powiedziałam – a to drugie będzie twoje dobrze? Dobrze, dobrze – zgodziła się młodsza siostra. Choć na dół – powiedziała Weronika – ciocia zabiera nas na spacer. Już idę – powiedziałam – tylko ubiorę wygodne buty.<br />
Załóżcie kurtki – przypominała mama – to dopiero kwiecień. Teraz świeci słoneczko, a za chwilę może padać deszcz. Jak będzie wam za ciepło – mówił tata – to będziecie rozpięte. Rodzice i ciocia także włożyli na siebie kurtki.<br />
Szliśmy leśną dróżką. Po lewej stronie rośnie las liściasty, bo na gałęziach drzew rosną liście – powiedziała ciocia. Jakie widzicie tu drzewa? – zapytała – spróbujcie wymienić. Tu jest dąb – odpowiedziałam – a tam dalej lipa. Dobrze – przytaknęła ciocia.  Weronika też chciała się pochwalić znajomością drzew liściastych i szybko wymieniła. Tam – wskazała – rośnie laskowiec. Nagle wszyscy zaczęliśmy się głośno śmiać. Dlaczego się ze mnie śmiejecie? – zapytała zawstydzona Weronika. Bo nie ma takiego drzewa – odpowiedziałam. Jak to nie ma? – zamyśliła się – przecież rosną na nim orzechy laskowe. To nawet nie jest drzewo – mówiłam dalej. Nie? – zaśmiała się – to może jest to kwiatek? Nie głuptasie – powiedziała mama – to krzew leszczyny, na którym rosną orzechy laskowe.<br />
Jak jesteś taka mądra – powiedziała Wercia -  to zgadnij, jak nazywa się tamto drzewo po drugiej stronie drogi? Sama nie wiesz – powiedziałam – a mnie pytasz?<br />
Uspokójcie się dziewczynki – powiedziała ciocia – w lesie każdy powinien zachowywać się cicho. A dla waszej wiedzy, to jodła, piękna prawda? Ona rośnie w lesie iglastym, czyli takim, gdzie przewagę stanowią drzewa iglaste takie jak: sosny, świerki i modrzewie. Drzewa te zamiast liści mają na gałęziach igiełki. A za tą polaną zobaczycie las mieszany, czyli będą tam rosły drzewa liściaste razem z iglastymi.<br />
A wiecie, po co sadzi się lasy i jakie są z niego korzyści? – zapytał tata. Wiem – odpowiedziała Wercia -  po to, by każdy mógł przyjechać latem na wypoczynek. To też – odparł tata – a po co jeszcze? Myślę – odpowiedziałam – że po to, aby każdy mógł nazbierać dużo jagód i grzybów. Tak, to dodatkowe przyjemności – stwierdził tata. Las daje nam tlen, tak potrzebny do życia, daje schronienie wszystkim leśnym zwierzętom i drzewo, z którego powstają meble i papier. Papier? – zaśmiała się Wercia. Tak papier – odrzekł tata. Z drzew wyrabia się papier. Dlatego należy zbierać makulaturę, aby zostawić w lesie więcej drzew.<br />
Naszą rozmowę przerwało głośne szczekanie Psotki. Dlaczego ona tak szczeka? – powiedziała mama. Tymczasem pies zobaczył zająca, który schował się za krzakami jeżyny. Psotka wracaj wołała Wercia. Psotka, Psotka wołaliśmy wszyscy na zmianę, ale ona goniła dalej. Po paru minutach przybiegła do nas zziajana. Przykucnęłam przy niej – ty głuptasie, chciałaś złapać zająca? – i pogłaskałam ją od czuprynki do końca białego ogonka.<br />
Po chwili w zagajniku zobaczyła małego liska i ponownie zaczęła biec w jego stronę. Nie zważała na nasze wołanie. Pobiegłam za nią. Lisek tymczasem schował się do norki. Psotka stanęła i zaczęła obwąchiwać teren, wsadziła do norki swój mały nosek, a gdy wyciągnęła szczekała głośno, jakby chciała udowodnić wszystkim, że węch ma dobry.<br />
Gdy byłam obok niej, zaczepiłam smycz o obrożę i pociągnęłam za sobą. Naprawdę jesteś jeszcze głupiutka – mówiłam do niej. Wiesz, że leśne zwierzęta mają różne choroby? Pies spojrzał na mnie spod kudłatej grzywki i od tej chwili szedł spokojnie.<br />
Zaczął padać deszcz. A mówiłam – powiedziała mama – że przydadzą się kurtki. Wracamy do domu. Na podwórku wszystkie zwierzęta schowały się, by nie zmoknąć. Nawet kogut, który ciągle stał na straży siedział teraz na grzędzie obok kur.<br />
Ciepła kolacja rozgrzała nas, a chyba najbardziej mleko, które ciocia kupiła z prawdziwego gospodarstwa, które mieściło się w tej miejscowości. Ciociu będę mogła zobaczyć krowę? – zapytałam. Ja też chcę zobaczyć? – zawołała Wercia. Dobrze – odpowiedziała ciocia, jak jutro pójdę, zabiorę was ze sobą. Nie mogłyśmy się doczekać jutra.<br />
Z rana obudziłam się, gdy usłyszałam wołanie cioci. Dziewczynki pora wstawać – wołała ciocia z parteru. Zbudziłam Wercię i obie zbiegłyśmy na dół. Ciocia stała z kanką na mleko. Prosiłyście, abym zabrała was z sobą – powiedziała &#8211; ubierzcie się, a ja tymczasem rzucę kurom ziarno i naleję wody.<br />
Mamo – zawołałam – gdzie są nasze czyste ubrania? W torbie – odpowiedziała mama. Dzisiaj ubierzcie dresy – mówiła dalej – będzie wam wygodnie.<br />
Po chwili szłyśmy z ciocią do prawdziwego gospodarstwa rolnego. Pozapinajcie kurtki – upominała ciocia – bo się poprzeziębiacie.<br />
Wiecie, że mało ludzi na wsi zajmuje się teraz hodowlą zwierząt? – mówiła ciocia &#8211; wszystko jest dla nich mało opłacalne, a pani Joanna ma ich wiele. A jakie zwierzątka są w tym gospodarstwie? – zapytałam. Zaraz zobaczysz – odpowiedziała ciocia – i otworzyła furtkę. Pies pani Joanny szczekał głośniej od naszej Psotki. Po chwili przed dom wyszła gospodyni. Widzę, że ma pani dzisiaj pomocników – powiedziała gospodyni. Tak, aż dwóch i ciocia spojrzała na nas. Ci pomocnicy chcieliby zobaczyć pani zwierzęta – mówiła ciocia, bo znają je tylko z obrazków. Dobrze – oznajmiła gospodyni – naleję tylko mleko i zaraz pokażę prawdziwe wiejskie zwierzęta.<br />
Mleko stało w dużej 30 litrowej bańce. Pani Joanna wzięła śmieszną chochelkę i nalała trzy litry dla cioci. A dla was taż naleję do kubków – powiedziała – chyba lubicie mleko prosto od krowy. Przyznam się – powiedziałam &#8211; że nigdy nie miałam okazji napić się takiego mleka, bo z reguły piję z kartonika. Pani Joanna zaśmiała się, a za nią ciocia i my.<br />
Mleko było pyszne i różniło się smakiem od sklepowego. Wypiłam ostatni łyk i ruszyłam za gospodynią. Najpierw pójdziemy do stajni – powiedziała &#8211; w niej trzymam jednego konia. Koń był brązowy, sierść na nim lśniła. Na nasz widok zarżał kilka razy.<br />
To Kary – powiedziała gospodyni i poklepała go po zadzie. Podeszła do konia i wsypała mu owsa, a wy możecie podać mu siana, tylko z przodu. Konie nie lubią, gdy mają kogoś z tyłu. Wtedy mogą kopnąć. Sama wrzuciłam trochę siana, bo Wercia się bała.<br />
Przeszłyśmy do drugiego pomieszczenia. Jesteśmy w oborze – powiedziała gospodyni. Tutaj mieszkają krowy, byki i cielęta. Na nasz widok jedna z trzech stojących krów spojrzała na nas. Jej łeb był duży, a wielkie oczy spojrzały na mnie.<br />
Czy ona może ugryźć? – zapytałam wystraszona. Skądże – odpowiedziała ciocia, krowy, to spokojne zwierzęta. Byki są bardziej groźne. Podejdźcie do cielaków, zobaczycie, jak będą piły z wiaderka mleko – mówiła gospodyni.<br />
A może chcecie im trzymać te wiaderka? – zapytała ciocia – bo inaczej wszystko się wyleje. Nie – wołała Wercia – nie pójdę. A ja odważyłam się. Na szczęście nic mi się nie stało. Cielak dość szybko wypił pół wiaderka, a później wyciągnął długi język i oblizywał się. Ponownie włożył łeb do wiadra, ale wcześniej zahaczył szorstkim językiem o moją dłoń. Rzuciłam ze strachu wiadro. Resztka mleka wylała się na kamienne podłoże. Nic się nie stało – rzekła pani Joanna – dziękuje ci, że go nakarmiłaś.<br />
Byłam z siebie dumna. Chyba nie było tak strasznie? – zapytała ciocia Agnieszka. Nie było – odpowiedziałam – i poszłam do kolejnego pomieszczenia za panią gospodynią.<br />
W tym pomieszczeniu trzymam kozy i króliki w klatkach. Wzięłam za rękę Weronikę i obie podeszłyśmy do klatek.<br />
Patrz Martynko, jakie piękne małe króliczki – powiedziała zachwycona Wercia. Chcecie je potrzymać? – zapytała gospodyni. A mogę? – spytała Wercia. Ja też chcę potrzymać jednego, tego białego – powiedziałam. Odsuńcie się, tylko otworzę klatkę. Gospodyni wsadziła obie dłonie i wyciągnęła szarego króliczka, którego podała Weronice. Jaki on cieplutki i milutki – wołała zadowolona Wercia. Po chwili ja trzymałam i pieściłam białego. Jak chcecie – mówiła gospodyni – to możecie z króliczkami zwiedzić chlewik, w nim mieszkają świnki. Tam dalej stoi kurnik. Trzymam tam kury, koguta, kaczki i gęsi. Patrz ciociu – powiedziałam – te kury są podobne do twoich. A na co proszę pani stoją tu skrzynki z sianem? – zapytałam. Pani gospodyni podeszła do skrzynek i wyciągnęła kilka jajek. Tu kury znoszą jajka – powiedziała. Wygłaskane króliczki włożyłyśmy z powrotem do klatek.<br />
Zbliżała się pora śniadania, byłam głodna, a nasze mleko było jeszcze w bańce. Podziękowaliśmy pani gospodyni i razem z ciocią wróciłyśmy do domu.<br />
Po śniadaniu ciocia pozwoliła pograć nam na komputerze, ale Psotka, która nie była jeszcze na spacerze łapała mnie za rękaw i ciągnęła. Zaraz skończę – mówiłam – zaczekaj chwilę. Psotka jednak nie odpuszczała.<br />
Po wyjściu rozglądała się, czy w pobliżu nie ma koguta. Postanowiłam zabrać ją dalej od zabudowań. Biegała wszędzie radośnie. Od deszczu i kałuż miała mokrą sierść. Ale będę miała z tobą dużo pracy – mówiłam do niej – wszystko masz mokre, pobrudzisz cioci podłogę. Ona się tym jednak nie przejmowała i dalej biegała. Po powrocie szybko doprowadziłam ją do porządku i kazałam zostać w korytarzu. Leżała tam grzecznie. Przyniosłam jej miskę z wodą, bo z pewnością była po tych harcach spragniona.<br />
Po południu czekała nas podróż powrotna do domu. Szkoda, że odjeżdżamy – powiedziała Wercia – tu jest tak fajnie. Wielka szkoda – odpowiedziałam, ale jutro już poniedziałek i czeka mnie cały kolejny tydzień pracy. Przecież ty nie pracujesz – zaśmiała się siostra. A nauka, to nie praca? – zapytałam &#8211; jeszcze dzisiaj muszę odrobić zadanie z polskiego.<br />
Wróciliśmy szczęśliwie. Psotka mogła swobodnie spacerować, a gdy wyszłam z nią na spacer nie biegał już za nią żaden kogut.<br />
W drodze powrotnej, kiedy miałam wracać do domu spotkałam Jolę. Chwilę porozmawiałyśmy. Miałam jej tyle do opowiedzenia. Gdzie byłam i co robiłam przez weekend, ale naszą rozmowę przerwał krzyk chłopca. Co jemu się stało? – pytała Jola. A skąd ja mam wiedzieć? – szybko odpowiedziałam &#8211; choć sprawdzimy. Obie zaczęłyśmy biec w jego kierunku. Nagle pod słupem tam, gdzie było bocianie gniazdo zauważyłyśmy małego bociana, który z niego wypadł.<br />
O jaki biedny, wypadł z gniazda – mówili ludzie &#8211; którzy podchodzili bliżej tego miejsca. Ściągnęłam z siebie kurtkę i włożyłam do niej opierzonego malca, a potem szybko pobiegłam do domu.<br />
Tatusiu – wołałam głośno. Było mi niewygodnie. Na dodatek Psotka plątała mi się pod nogami, bo chciała zobaczyć i powąchać pisklę. Po chwili byłam już z tatusiem w samochodzie. Obok nas siedziała mama z Wercią.<br />
Gdzie jedziemy tatusiu? – zapytałam zdenerwowana. Do Ogrodu Zoologicznego – mówił tata – tam są specjaliści od wszystkich zwierząt, z pewnością nam pomogą. Trzymałam małego bocianka na kolanach tym razem włożonego do kocyka. Było mu ciepło, ale kręcił się jak dziecko.<br />
Wkrótce zobaczyłam napis Miejski Ogród Zoologiczny. Tatuś zaparkował przed samym wejściem. Owinęłam malca i podałam mamie. Pan strażnik, który pilnował wejścia skierował nas do budynku stojącego obok.<br />
Dzień dobry – powiedział tata do pana z portierni – przywieźliśmy małego bociana, który wypadł z gniazda. Dzień dobry – odpowiedział portier – proszę poczekać zadzwonię po pana Jurka. Czekaliśmy chwilę i wkrótce nasz bocianek został przekazany we właściwe ręce. Zaopiekował się nim ornitolog pan Jurek, który jednocześnie podziękował nam za dotychczasową opiekę i dowiezienie.<br />
Bez waszej pomocy mały bocian nie przeżyłby do jutra – powiedział  &#8211; jest poobijany, wyziębiony i głodny. Jego matka, również nie dałaby rady sprowadzić go do gniazda.<br />
A dlaczego nie ma on czerwonego dzioba i nóg? – zapytałam – przecież wszystkie bociany mają?<br />
Pan Jurek spojrzał na mnie i powoli zaczął tłumaczyć. Pisklęta są pokryte białym gęstym puchem &#8211; mówił &#8211; mają czarne dzioby, a ich nogi są koloru brązowo – szarego, kiedy troszkę dorastają ich dziób i nogi zmieniają kolor na jasno czerwony. A jak są całkiem dorosłe – tłumaczył dalej – to i dziób i nogi nabierają koloru czerwonego.<br />
Ale to dziwne – powiedziała Wercia – u ludzi nie ma takich zmian. U ludzi też są zmiany, tylko inne – rzekł pan Jurek &#8211; każdy się zmienia, gdy dorasta. Mały chłopiec nie ma wąsów, a duży ma – zaśmiał się ornitolog.<br />
Muszę się nim zająć, bo coraz głośniej daje o sobie znać. Słyszycie, jak piszczy? Jest głodny i troszkę wyziębiony – mówił ornitolog. Chcecie mu nadać jakieś imię, bo idę założyć jemu kartę? Imię? – powtórzyłam głośno. Pomyśl &#8211; ponaglała mama. Ale najpierw muszę wiedzieć, czy to samiec, czy samiczka? – zapytałam nieśmiale. Bardzo dobre pytanie – zaśmiał się pan Jurek i odrzekł &#8211; to jest samiczka. A może być Nadzieja? – powiedziałam cicho. A dlaczego chcesz nadać jej takie imię? – zapytał tata. Dlatego – odpowiedziałam &#8211; że mam nadzieję, że przeżyje. Więc zabieram Nadzieję ze sobą – stwierdził pan Jurek – zawsze możecie ją państwo odwiedzić. Gdy opuszczaliśmy budynek, jeszcze raz poprosiłam pana Jurka o opiekę nad Nadzieją i oświadczyłam, że niebawem ją odwiedzę.<br />
Możesz tu przychodzić, kiedy tylko czas ci pozwoli – odrzekł ornitolog – Nadzieja też będzie na ciebie czekała.<br />
Wróciliśmy do domu. Było późno, a na mnie czekało jeszcze zadanie z polskiego. Mama zajęła się przygotowaniem rzeczy na jutro i pakowaniem mojego tornistra, tata wyszedł ostatni raz w tym dniu z Psotką na spacer, a Wercia już się kąpała. Wyjęłam zeszyt i szybko odrobiłam zadanie. Miałam tylko podkreślić pięć czasowników w czytance i ułożyć z nimi zdania rozwinięte. Poszło mi sprawnie i za chwilę siedziałam obok mojej siostry w wannie. Dzień mijał za dniem.<br />
Do wakacji zostały niecałe dwa miesiące, ale czasem było tak ciepło, że temperatura osiągała 25 stopni C. Przyjemnie było zostawić w domu ciepłe kurtki i zmienić buty na lżejsze. Na podwórku było coraz więcej dzieci, które wesoło bawiły się w chowanego, budowały zamki w piaskownicy, grały w piłkę, skakały w gumę i w klasy.<br />
Na działkach ogrodnicy rozpoczęli swoje prace. Kopali ziemię, siali warzywa i sadzili młode drzewka.<br />
W sobotę – powiedziała mama – pojedziemy na działkę. Zrobię grządki, a ty z Wercią posiejecie rzodkiewkę i sałatę. To za dwa dni – powiedziała Weronika – a kupiłaś mamusiu nasionka? Tak kupiłam wiele nasion – odpowiedziała mama – jak mi pomożecie, to posiejemy wszystkie warzywa. Zapowiadali w telewizji ładną pogodę – oświadczyła mama. A jakie nasionka kupiłaś? – zapytałam z radością. Buraki, rzodkiewkę, ogórki, marchewkę, pietruszkę, kabaczki, słonecznik i sałatę – odpowiedziała mama – a u ogrodnika kupię jeszcze rozsadę selera i kapusty.<br />
A jak było w szkole? &#8211; zapytała mama. Dobrze – odpowiedziałam – pani pochwaliła mnie za zadanie domowe. A wiesz mamusiu &#8211; powiedziałam &#8211; dzisiaj na lekcji rozmawialiśmy o różnych zwierzętach. Dzieci mówiły o psach, kotach, chomikach i papużkach. Opowiedziałam im o zwierzętach wiejskich, które widziałam u pani Joanny. Tadek, ten wysoki mówił o kozie swojej cioci, która zjadała wszystko. Raz chciała zjeść jego czapkę, którą położył na ławce przed domem.<br />
Mamusiu, a może odwiedzimy Nadzieję? – powiedziałam – jest dopiero szesnasta. Tak – wołała Wercia – pojedźmy do niej, tata i tak przyjdzie dopiero wieczorem. No dobrze – rzekła mama – szybko ubierzcie się, bo po drodze wstąpimy jeszcze do sklepu, to coś jej kupimy. A co ona lubi? – zapytała Wercia. Wiesz – mówiła mama – w naturze bociany żywią się mięsem, bo należą do ptaków mięsożernych. Najczęściej zjadają owady głównie pasikoniki i chrząszcze, ale również bardzo lubią jaszczurki, węże, myszy i małe zające. Kiedy mają młode łapią każde zwierze, które są w stanie połknąć. To może wstąpmy do sklepu mięsnego  &#8211; powiedziałam – nie będziemy jej przecież kupowali myszy, czy węża. Masz rację Martynko – powiedziała mama – kupimy jej kilogram mięsa bez kości. Pani w sklepie zapakowała nam mięso do woreczka. Ale będzie miała ucztę – wołałam do Werci – zobaczymy tylko, czy będzie jej smakowało.<br />
Niestety pracownik Ogrodu Zoologicznego nie przyjął od nas mięsa. Twierdził, że to jest niedozwolone. Podeszłyśmy do pomieszczenia. Nadzieja stała w rogu. Miała już inne opierzenie, nie takie jak puch, ale prawdziwe pióra. Jej dziób i nogi zmieniły kolor na jasnoczerwony.<br />
Ale ona urosła – powiedziała mama – niedługo może ją wypuszczą. Nasza Nadzieja zaczęła biegać z rozłożonymi skrzydłami po całym pomieszczeniu. Udało jej się kilka razy wzbić do góry. Siadała w wielkim gnieździe i sfruwała na dół. Tak ćwiczy – powiedziała mama – jednak nie wiem, czy będzie potrafiła sama o siebie zadbać, bo tu dostaje wszystko na czas. Na wolności będzie musiała sama sobie znaleźć pożywienie. Nadzieja dumnym krokiem podeszła i stanęła naprzeciw nas. Przyglądała się nam bacznie. Swój długi dziób wkładała w otworki siatki. Podeszłam bliżej i kilka razy udało mi się go pogłaskać. Kucnęłam obok niej i cicho powiedziałam – wracaj do gniazda, twoja mama bardzo tęskni za tobą.<br />
Po chwili podszedł do nas pracownik ogrodu. To państwo przynieśliście ją tutaj miesiąc temu? – zapytał. Tak – odpowiedziałam – to my. Jutro zostanie ona przeniesiona do nowej otwartej klatki – mówił dalej – klatka jest większa. Będzie mogła nie tylko w niej biegać, ale i latać. Poza tym klatki w lecie są otwarte. Ptaki nie uciekają, bo przyzwyczaiły się do terenu i do tego, że o nich dbamy.<br />
Robiło się coraz ciemniej. Musiałyśmy wracać do domu. Nadzieja patrzyła na nas zdziwiona swoimi szarymi oczami, bo Wercia głośno wołała, że niedługo znów ją odwiedzimy. Za rogiem usłyszałam głośne kle, kle, kle, kle, kle. Mamo, słyszysz – to Nadzieja żegna się z nami.<br />
Dwa dni później pojechałyśmy na działkę. Szłyśmy znajomą dróżką obok pani gospodyni. Nasza Psotka biegła przed nami. Nagle zobaczyła za ogrodzeniem sukę. Rzuciła się wrogo w jej kierunku, ale szybko zmieniła swoje nastawienie. Zaczęła skomleć i piszczeć. Patrz mamusiu – powiedziałam – ona poznała swoją mamę. Suka wybiegła przed furtkę i zaczęła lizać naszą Psotkę.  Obie radosne biegły przed nami.<br />
Za naszą działką na polach dojrzewał rzepak, który przyciągał swoim miodowym zapachem wszystkie pszczoły. Jego żółte kwiaty były widoczne z daleka. Ale tu pięknie – powiedziała mama – i tak pachnie. Wiecie – mówiła – tata niedługo kupi ule z pszczołami i będziemy mieli własny miód. Naprawdę? –wołałam -  ale fajnie. To, dlatego w dużym pokoju jest tyle książek o pszczołach? &#8211; zapytałam.  Tak – odpowiedziała mama – tata przeczytał je wszystkie i dużo dowiedział się jak one żyją i jak z nimi postępować.<br />
Na naszej działce również wyszły z ziemi czerwone i żółte tulipany. Rozkwitły forsycje i bzy. Na drzewkach owocowych było wiele kwiatów, z których po zapyleniu miały pojawić się owoce.<br />
W tym dniu wysiałyśmy wszystkie warzywa, a potem przyjechał tata i zrobiliśmy  ognisko. Pieczone kiełbaski smakowały nam bardzo. Psotka i jej matka również dostały swoją porcję. Podczas grila podeszłam do taty i zapytałam – czy naprawdę chciałbyś mięć pszczoły? Tak, chciałbym, bo spożywanie miodu z własnej pasieki jest bardzo zdrowe – mówił tata – wiesz, że nikt cię nie oszuka, nie sprzeda ci miodu z cukrem. Masz własny i tyle. Przeczytałem wiele książek o tych owadach – tłumaczył – i wiem, że oprócz pracowitości są bardzo pożyteczne. To one zapylają wszystkie rośliny. Tak mnie to zainteresowało, że usiadłam bliżej, a zaraz dosiadła się do mnie Werka i mama. Słuchałyśmy, a tata mówił i mówił. Słuchanie przerwała nam Psotka, która właśnie uciekała przed pszczołą, a było ich wiele, bo rozpoczął się dla nich okres zbierania nektaru. Zobaczcie – mówił tata – pszczoły siadają na każdy kwiatek i zbierają z niego nektar i pyłek.<br />
Pszczół było wiele, latały z kwiatka na kwiatek. Jedna z nich usiadła na dłoni taty. Uważaj &#8211; zawołała Wercia, bo cię użądli. Nic podobnego – odpowiedział spokojnym głosem tata. Ona tylko odpoczywa. To jest pszczoła miodna. Jej ciało składa się z głowy, na której znajdują się czułka – tłumaczył tata – mają one długi języczek, żeby lepiej im było wybierać nektar z kwiatów. Potem jest odwłok ze skrzydłami i nóżkami, a na jego końcu żądło. Jeżeli się bronią wbijają żądło i wpuszczają jad, ale wyrywają sobie część odwłoku i giną. Widzisz odleciała.<br />
Patrzyłam na tatę z podziwem. Gdyby to na mnie trafiło – pomyślałam – z pewnością bym się od niej odganiała i by mnie użądliła. Nie wiem jak to boli, bo nigdy mi się coś podobnego nie przydarzyło.<br />
Zapylonych kwiatów było coraz więcej. Pszczoły miały o tej porze roku dużo pożytku, przecież wiosną wszystko budzi się do życia.<br />
Warzywa rosły szybko podlewane majowym ciepłym deszczem. A my zajadaliśmy się świeżą rzodkiewką i sałatą. W połowie czerwca otrzymam świadectwo – mówiłam do Weroniki –  i będę miała wakacje. Ja też będę miała wakacje – mówiła Werka – bo później idę do szkoły. Zaczęłyśmy się śmiać. Będziemy mogły częściej przyjeżdżać na działkę oraz odwiedzać Nadzieję – oznajmiłam wszystkim.</p>
<p>Część IV &#8211; LATO</p>
<p>Było upalnie. Na niebie nie było żadnej chmurki. Wyszłam z Psotką w południe na podwórko. Spotkałam kilka koleżanek i kolegów z klasy. Usiadłam z nimi na ławce i rozmawiałam. Jakiś chłopiec kopnął piłkę tak wysoko, że wszyscy unieśliśmy głowy do góry i wtedy zdębiałam. Na słupie w bocianim gnieździe siedziały trzy bociany. To niemożliwe – powiedziałam – przecież Nadzieja jest w ZOO. Co ty bredzisz – zaśmiał się Marek. Przecież byłam tam niedawno z Werką i mamą – powiedziałam zaskoczona. A może było więcej piskląt? – powiedziała Agata. Nie, niemożliwe – odpowiedziałam – przecież zaglądałam tam czasem z balkonu i zawsze widziałam tylko dwa bociany. Muszę jak najszybciej to sprawdzić – oświadczyłam wszystkim.<br />
Następnego dnia pojechałam do ZOO z tatą. Nadziei nie było. Pracownik opowiedział, ze czasami takie przypadki się zdarzają, że ptaki uciekają. Nie wiem gdzie ona może być – powiedział pracownik. A ja już wiedziałam.<br />
Czasami z balkonu słychać było ich klekot, ale nikomu z nas on nie przeszkadzał. Starsza pani, która kiedyś rozmawiała z mamą, powiedziała, że musimy mieszkać w miejscu, gdzie jest czyste powietrze, bo bociany nie znoszą spalin i dymów z komina.<br />
W naszym domu coraz częściej teraz słyszałam o pszczołach i ich roli w życiu człowieka. Nie powiem było to bardzo ciekawe. Dużo nauczyłam się słuchając taty, który wiedział o nich naprawdę dużo. Kiedyś nawet sama poprosiłam, aby opowiedział mi o ich życiu.<br />
Następnego dnia tata wrócił z pracy wcześniej niż zawsze. Był taki radosny, jakby wygrał milion w toto lotka. Dlaczego jesteś taki wesoły? – zapytała Weronika. Kupiłem pięć uli z pszczołami – oznajmił &#8211; zaraz muszę jechać je odebrać od pszczelarza, który mieszka 30 km od naszego domu. Możemy jechać z tobą? – prawie w jednej chwili zapytałam razem z Wercią. Lepiej zostańcie w domu – mówił – sam nie wiem, jak sobie poradzę z tymi owadami.<br />
A co to jest? – zapytałam. To jest strój pszczelarza – odpowiedział tata. Kupiłem takie dwa, jeden dla mnie, a drugi dla mamy. Pokaż, jak on wygląda?- prosiła Wercia. Tata wyjął z worka foliowego kombinezon i włożył go na siebie. Nawet nie było widać jego twarzy. Kombinezon okrywał cały tułów i głowę.<br />
Jest uszyty z drelichu – powiedział tata &#8211; bo to taki gruby materiał, przez który nie przejdzie żądło pszczoły. A z przodu twarzy – mówił dalej – jest czarna siateczka, przez którą się dobrze oddycha, a jednocześnie jest się osłoniętym.<br />
Mniej, więcej na wysokości uszu jest wsadzony w materiał okrągły drut, którego zadaniem jest utrzymanie siateczki daleko od twarzy. Nic mi nie będzie groziło, kiedy będę tak ubrany – powiedział tata – nawet zakończenia rąk i nóg mają ściągacze z gumek.<br />
A mogę po tobie przymierzyć? – zapytałam. O nie! – powiedział surowo tata, rozerwiesz siateczkę i każda pszczoła będzie miała dostęp do mojej twarzy. Dla was kupię mniejsze stroje – mówił tata – jeśli tylko będziecie chciały.<br />
W szkole rozmawialiśmy o wyjazdach wakacyjnych, bowiem zbliżał się koniec roku szkolnego. Jola mówiła, że za tydzień pojedzie na kolonię nad morze, Tomek chwalił się wyjazdem w góry. A ty gdzie pojedziesz? – zapytała Jola.<br />
Ja? – odpowiedziałam skromnie – ja przez całe wakacje będę jeździła z tatą do sadów, lasów i w góry. Mój tata kupił ule i razem z pszczołami będziemy jeździli na pożytek. A co to jest pożytek? – zapytała Jola. Tata mówił – odpowiedziałam – że to miejsca, w których rośnie dużo roślin tego samego gatunku. Gdy na polach rośnie rzepak, to pszczoły zbiorą nektar z rzepaku i przetworzą go na miód rzepakowy. W lasach jest dużo drzew akacjowych i lipowych. Pszczoły wtedy zbierają nektar z kwiatów tych drzew i przetwarzają go na miód akacjowy i lipowy.<br />
W górach – mówił tata – jest ziemia często z kawałkami skał i rolnicy nie mogą siać na niej pszenicy, czy żyta. Sieją wtedy grykę, bo ona nie wymaga dobrej ziemi. Pszczoły, gdy zbiorą nektar z jej kwiatów przetworzą go na miód gryczany.<br />
A nie będziesz się bała tych groźnych owadów? – zapytał Tomek. Nie wiem, ale chyba nie, bo tata obiecał mi kombinezon, który ochroni ciało przed żądłami.<br />
Nadeszły upragnione wakacje. Otrzymałam świadectwo, w którym pani wychowawczyni napisała w miejscu do tego przeznaczonym kilka słów o mnie. Usiadłam w ławce, gdy inni odbierali swoje świadectwa i czytałam:<br />
Martynka jest bardzo koleżeńska w stosunku do rówieśników. Chętnie pomaga innym. Przestrzega norm społecznych w klasie i szkole. Używa form grzecznościowych wobec rówieśników i dorosłych. Zawsze dotrzymuje obietnic i zobowiązań. Aktywnie uczestniczy w zajęciach. Pracuje samodzielnie, chętnie i poprawnie. Wykazuje ogromną odpowiedzialność za efekty pracy grupy. Często podczas pracy grupowej pełni rolę lidera. Wykazuje uzdolnienia muzyczne, plastyczne i aktorskie.  Zawsze ma przygotowane przybory i pomoce. Jest obowiązkowa i ambitna.</p>
<p>Byłam z siebie dumna, bo oprócz zachowania pani również bardzo dobrze oceniła moją wiedzę.<br />
Wracałam ze szkoły z Jolą, Tomkiem i Agatą. Wszyscy cieszyliśmy się, że już mamy wolne i możemy dwa miesiące odpoczywać od szkoły.<br />
Jutro wyjeżdżam – powiedziała Jola – przyślę wam kartkę z muszelką i odrobiną morskiego piasku. Ja też wyślę – odrzekł Tomek – może ze szczytem Giewontu. Miłego wypoczynku – powiedziałam – i wracajcie cali i zdrowi.<br />
W domu mama gratulowała mi dobrych wyników w nauce, zadzwoniła nawet do babci Reni i chwaliła moje świadectwo. Słyszałam, jak mówiła jeszcze, że w poniedziałek pierwszy raz będziemy jechali w nocy z pszczołami do lasu na akację, bo tata otrzymał zgodę na wjazd do lasu od leśniczego. Po odłożeniu słuchawki zapytałam mamę, czy to prawda. Tak – odpowiedziała mama – bez zgody nikt nie może jeździć po lesie samochodem. A dlaczego pojedziemy dopiero w poniedziałek – zapytałam – przecież moglibyśmy jechać już jutro. Jutro – powiedziała mama – musimy jechać na działkę i wirować miód z rzepaku. Pszczelarz sprzedał nam ule z miodem i gdy ramki będą puste, pszczoły znów będą mogły zbierać do nich nektar z akacji. A jak będziemy go wirować? – zapytała Wercia. Najlepiej na każde pytanie odpowie wam tata – rzekła mama z uśmiechem – zaraz wróci z pracy. Taty jednak nie było, a po jego powrocie dowiedzieliśmy się, że był w sklepie pszczelarskim i kupił wiele dziwnych narzędzi do uli.<br />
Co to jest? – pytałam z Wercią na zmianę. Tata wymieniał poszczególne przedmioty po nazwie i mówił &#8211; to odsklepiacz, który służy do odsklepiania wosku. Na każdej powierzchni ramki, gdy miód jest dojrzały, pszczoły nakładają wosk. Wytwarzają go z własnych gruczołów. Ma on za zadanie zasklepić każdą komórkę, czyli ją dobrze zatkać. Gdy pada deszcz, lub jest zimno pszczoły nie wylatują z ula i wtedy korzystają z tego, co przyniosły wcześniej. Otwierają swoimi małymi języczkami komórki i zjadają do tej pory, aż przestanie padać lub zrobi się cieplej. W ten sposób całą zimę mogą przesiedzieć w ulu, bo korzystają z  zapasów, które zrobiły w lecie. Ale ma zęby, jak w grzebieniu – śmiała się Wercia.<br />
Tu obejrzyjcie poddymiaczkę, służy ona do wytworzenia dymu, po to, by pszczoły zeszły na dół ula, wtedy mniej żądlą. A tu sito – wymieniał dalej tata &#8211; przez nie spływa czysty miód do wiadra wszystkie odrobinki wosku i kitu pozostają na jego dnie. Tu kupiłem węzę, gdyby podczas wirowania, któraś wypadła z ramki.<br />
Ale pachnie – powiedziałam – i zaraz mama z Wercią wąchały razem ze mną. Bez węzy – mówił tata – pszczoły nie mają gdzie zbierać nektaru i pyłku. To na niej budują wiele komórek, w które ubijają nektar i wkładają pyłek.<br />
W samochodzie mam jeszcze maszynę do wirowania miodu zwaną miodarką. Ledwie ją zapakowałem do bagażnika. Jest duża i ciężka. Bez niej nie można wyciągnąć miodu z ramek. W jej środku znajdują się cztery oparcia dla ramek, które pod wpływem szybkich obrotów wyrzucają miód z komórek. Ramki kręcą się jak na karuzeli. Ale to ciekawe tatusiu – powiedziałam – będę ci jutro pomagała, obiecuję. Wszystko jest ciekawe – mówiła Wercia – a jak żyją pszczoły? Tata usiadł i zaczął nam objaśniać.<br />
Pszczoły żyją wszystkie razem w jednej rodzinie. Ich domem jest ul. Może on być drewniany, albo styropianowy. W nim rządzi matka królowa. To jak w prawdziwym królestwie – powiedziałam – chyba nie powiesz tatusiu, że jest tam służba?<br />
Tak – odpowiedział tata – w tej jednej rodzinie są zbieraczki, które zbierają nektar i przynoszę do ula. Są robotnice, które ubijają nektar do komórek. Jeszcze są nianie, które opiekują się larwami i małymi pszczółkami oraz damy dworu, które ciągle towarzyszą matce królowej.<br />
To znaczy – zapytałam – że w każdym ulu jest inna królowa? Tak – odrzekł tata &#8211; wszystkie pszczoły z tej rodziny jej służą, jak potrafią najlepiej.<br />
Czy to wszystko? – zapytała Wercia. O nie &#8211; odrzekł tata &#8211; są jeszcze pszczoły, których zadaniem jest dostarczanie wody do ula, inne robotnice zajmują się wyłącznie wietrzeniem pomieszczeń i dbają o temperaturę zarówno w lecie jak i w zimie.<br />
Wiecie – mówił tata &#8211; czasami w lecie na dworze jest bardzo gorąco, a w zimie bardzo zimno. W każdym ulu zawsze musi być tylko 37 stopni. Jak jest gorąco wyznaczone pszczoły machają skrzydełkami tak, jak wentylator, aby schłodzić powietrze w ulu. Natomiast jak jest bardzo zimno wszystkie zbijają się w kulkę i która z nich zmarznie, to wchodzi do środka kulki i tak na zmianę. Te, które były w środku są ciepłe i pozwalają wejść do środka tym, które zmarzły, bo były na zewnątrz kuli.<br />
Są jeszcze pszczoły rycerki – mówił tata &#8211; których zadaniem jest pilnowanie domu. Siedzą one przy wejściu i pilnują. Jak pojawiają się inne owady np.: osy lub szerszenie od razu atakują swoimi żądłami. Wszystkie rycerki mają warty i w dzień i w nocy. Są bardzo odważne, oddają życie dla swojej rodziny. A czy mają one określoną płeć? – zapytałam z ciekawością. Oczywiście – odrzekł tata &#8211; samce, które nazwane są trutniami zjadają to, co zbiorą samiczki. Nie pomagają one ani w wychowaniu maluchów, ani w obronie rodziny, ani w zbieraniu nektaru i pyłku. A ile żyją pszczoły? – zapytała mama, która od dłuższego czasu przysłuchiwała się naszym rozmowom.<br />
Pszczoły robotnice żyją tylko 21 dni, a ich matka królowa żyje do sześciu lat. To ona rządzi swoim królestwem – mówił tata &#8211; jeżeli rządzi dobrze w ulu jest wtedy wiele pszczół, które pracują dla całej rodziny. A jak jest ich więcej, to zbiorą też więcej miodu.<br />
To bardzo ciekawe tatusiu – powiedziałam – to, dlatego ludzi, którzy pracują od rana do wieczora czasem porównuje się do pszczół? Tak – odpowiedział uśmiechnięty tata – ludzie powinni brać przykład z takich małych owadów. Ich organizacja pracy mogłaby służyć nie jednej firmie za wzór godny naśladowania.<br />
Jeszcze dużo zadałabym pytań, gdyby nie mama, która prosiła, abym razem z Wercią poszła do łóżka.<br />
Z rana pojechaliśmy na działkę. Psotka wskoczyła na drewniany pomost i z góry patrzyła na mnie. Wyglądało to śmiesznie. Znalazła plastikowy korek z butelki, trzymała go w pyszczku, podrzucała, a kiedy katurlał się po ziemi szybko ponownie go chwytała. Lubiła, jak rzucałam jej patyczek. Biegała szybko, brała do pyszczka i przynosiła, ale niechętnie chciała go oddać. Droczyła się ze mną. Po chwili sama kładła na ziemi i czekała, aż ponownie jej rzucę.<br />
W tym czasie mama i tata ubrali swoje kombinezony, a nam kazali wejść do altany. Nie możecie teraz wychodzić – mówił tata – bo pszczoły, kiedy otworzę ul staną się groźne. Ich zachowanie będzie naturalne, będą one broniły swojego domu, rodziny i miodu.<br />
Stałyśmy przy oknie. Tata wyciągnął poddymiaczkę wsadził do niej kawałki spróchniałego drewna i podpalił. Otworzył pierwszy ul i kilka razy podmuchał dymem do środka. Wyciągnął jedną ramkę. Specjalną szczoteczką strzepnął pszczoły, które nie zdążyły zejść na dół ula i włożył tę ramkę do pustego korpusu. Za chwilę włożył następna i kolejną. Kiedy korpus zapełnił się dziesięcioma ramkami z miodem mama przyniosła go do altany. Ale pachnie – mówiła – jest jeszcze ciepły. Wyciągnęła jedną ramkę i położyła na specjalny stół do odsklepiania. Wzięła do rąk ten dziwny grzebień zwany odsklepiaczem i zaczęła ściągać wosk. Pod nim znajdował się miód koloru żółtego. I co teraz będziesz z tym robiła?– zapytałam. Jak odsklepię następne trzy ramki, to wsadzę do miodarki. A możemy ci pomóc? – zapytała Wercia.  Dobrze – zgodziła się mama – ale uważajcie, aby nie przebić na wylot, bo ramka będzie do wyrzucenia. Powoli wkładałam odsklepiacz i ściągałam z niego wosk. Weronika także ściągała powoli. Mama wykonała szybciej od nas i zaczęła wkładać do miodarki najpierw swoje ramki, a później nasze. Włączyła silnik. Miodarka kręciła się bardzo szybko dookoła w jedną stronę. Miód pod wpływem ciśnienia wylatywał z komórek i pryskał na wewnętrzną stronę obudowy. Patrzcie dziewczynki – mówiła – jakie duże krople miodu łączą się i spływają na dno. Potem podstawiła wiadro w miejsce, gdzie był kranik. Gęsty miód przez sito spływał do wiadra. Weźcie łyżeczki i spróbujcie – zachęcała mama – z pewnością jest pyszny, ale pamiętajcie nie wolno oblizanej łyżeczki ponownie zamaczać w miodzie, bo cały miód sfermentuje. Miód był naprawdę boski. Tata także spróbował, gdy przyniósł następne ramki do wirowania. Po trzech godzinach pracy stały trzy wiadra miodu.<br />
Jak na pierwszy raz – mówił tata – to nieźle. Mama także była zadowolona. Teraz codziennie – mówiła &#8211; możecie jeść pieczywo z miodem, słodzić herbatę i polewać naleśniki. Tata zapakował wiadra do bagażnika samochodu. Trzeba będzie w domu – mówił – porozlewać do słoików zanim jest rzadki. Po dwa słoiki damy w prezencie babci Reni i cioci Agnieszce, a reszta zostanie dla nas na całą zimę.<br />
I tak rozpoczęła się przygoda naszej rodziny z pszczołami. Co tydzień jeździłam z rodzicami i Wercią do pszczół. Oczywiście tata robił przeglądy, dokładał ramki, wyciągał miód, mama stała obok i pomagała w każdej czynności, a ja siedziałam na kocu i przygotowywałam kanapki, czytałam książki i grałam z Wercią w warcaby. Od czasu do czasu sama podchodziłam blisko uli, aby podać tacie ramkę, czy poddymiaczkę. Nie bałam się już pszczół nawet wtedy, gdy fruwały one tuż nad moją głową. Przyglądałam się im uważnie. Widziałam czerw, podobny do białych niteczek, który składała na ramkach matka królowa. Z każdym dniem był on coraz większy. Pszczoły nianie dobrze opiekowały się larwami, karmiły maluchy miodem i pyłkiem, a one szybko rosły i przeistaczały się w młode pszczółki. Widziałam pszczoły, które z kropelką wody lub nektaru wracały do ula. Widziałam, jak one na obnóżach przynosiły do ula pyłek zbierany z różnych kwiatów. Widziałam jak pszczoły strażniczki oddawały życie i ginęły w obronie własnej rodziny tocząc walki z szerszeniami. Każdy wyprawa wzbogacała mnie o nowe doświadczenia.<br />
Czasami myślałam o wspólnym z rodzicami wyjeździe na wakacje, ale wiedziałam, że to niemożliwe. Jak się ma zwierzątka nie można ich tak po prostu zostawić. Do żadnego ośrodka wypoczynkowego nie można zabrać ze sobą psa, czy innych zwierząt. A nasza rodzina oprócz Psotki ma jeszcze wiele pszczół. Co prawda moje wakacje różniły się od wypoczynku Joli, czy Tomka i gdybym spędzała je podobnie jak oni, nie widziałabym wschodów i zachodów słońca na łąkach, polach, sadach i w lasach. A tak miałam możliwość obserwowania zwierząt leśnych, które żerowały nocą. Widziałam przebiegające obok mnie jelenie, sarny, lisy i dziki. Słyszałam ptaki, które swoimi trelami oznajmiały nadejście kolejnego dnia i muszę wam powiedzieć, że to chyba najpiękniejsze wakacje, jakie mogłam sobie wyobrazić.</p>
<p>Jolanta Wybieralska</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wierszyki-dladzieci.pl/opowiadaniezwykly-kundel-i-nadzieja-jolanta-wybieralska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Opowiadanie/ Bajkowi przyjaciele &#8211; Jolanta Wybieralska</title>
		<link>http://wierszyki-dladzieci.pl/opowiadanie-bajkowi-przyjaciele-jolanta-wybieralska/</link>
		<comments>http://wierszyki-dladzieci.pl/opowiadanie-bajkowi-przyjaciele-jolanta-wybieralska/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 09 Jun 2011 04:41:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wiersz inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wierszyki-dladzieci.pl/?p=280</guid>
		<description><![CDATA[W słoneczny dzień mała dziewczynka w czerwonym ubranku szła                  do babci, która mieszkała w lesie. Babcia mieszkała samotnie i była chora. Dziewczynka niosła w koszyczku: chlebek, masełko, kiełbaskę, jajeczka   i lekarstwa. W czasie drogi zrywała jagody i poziomki. Przysłuchiwała się ptakom i wraz nimi zaczęła śpiewać. Tra la la , tra la la, czerwone poziomki las [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W słoneczny dzień mała dziewczynka w czerwonym ubranku szła                  do babci, która mieszkała w lesie. Babcia mieszkała samotnie i była chora. Dziewczynka niosła w koszyczku: chlebek, masełko, kiełbaskę, jajeczka   i lekarstwa. W czasie drogi zrywała jagody i poziomki. Przysłuchiwała się ptakom i wraz nimi zaczęła śpiewać. Tra la la , tra la la, czerwone poziomki las mi da. Tra la la, tra la la niebieskie jagódki las mi da.</p>
<p>Ojej! Coś zatrzeszczało za krzakami! Boję się, kto to może być? – powiedział Czerwony Kapturek.</p>
<p>To ja wilk. Auuuuuuuuuu. Ale nie musisz się mnie bać. Przed chwilą spotkałem Jasia i Małgosię, którzy trzymając się za ręce szli przez las, o tam niedaleko. Chyba zgubili się w lesie. Trzeba im pomóc. Zaprowadź mnie do nich – powiedział Czerwony Kapturek. Dobrze &#8211; przemówił wilk.</p>
<p>Szli dróżką, gdy nagle usłyszeli płacz dzieci.</p>
<p>Co wam się stało? Dlaczego płaczecie? &#8211; zapytała dziewczynka. Zgubiliśmy się w lesie. Mieszkaliśmy w domu z piernika, ale było tam bardzo źle i postanowiliśmy znaleźć drogę do domu. &#8211; odpowiedziały dzieci.</p>
<p>ĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆ!!!!!! Słyszycie, ktoś tam idzie. Schowajmy się! To chyba Smerfy? –  rzekł Jaś. Hej ho, hej ho, do pracy, by się szło. Hej ho, hej ho, do pracy, by się szło.<span id="more-280"></span></p>
<p>Wiecie, trzeba pomóc Papie zbudować nowy dom. Jest nas coraz więcej                    i musimy mu pomóc.- stwierdziła Smerfetka. Aaaaa jaaa nieeeee chcęęęęę!!!!! Nie cierpię budować domów! Nie cierpię pomagać! Jestem zmęczony!!!!!!!!              – odpowiedział Maruda. Marudo jesteś nieuczciwy. Nie można leniuchować, podczas gdy inni ciężko pracują. – odpowiedział Ważniak. To prawda. Musimy pomóc, gdyż w innym przypadku Papa Smerf obrazi się na nas. &#8211; odpowiedział Wiercipiętek. Smerfetko słyszałaś jakieś głosy? – zapytał Ważniak. ĆĆĆĆĆĆĆ!!!!!!! To chyba Klakier? Marudo idź zobacz. – stwierdziła Smerfetka. Nie mooogę, nie maaaam siły, nie cieeerpię chodzić. Mam dosyć tego ciągłego chowania się i uciekania. Nie pójdę! Wiercipiętku idź za mnie.  – powiedział Maruda.  Smerfy, to nie Klakier, to inny kot. Kot, co ma długie buty, piękny kapelusz  i piękne wąsy. Ale słyszę tam jeszcze kogoś z drugiej strony. – cichym głosem powiedział Wiercipiętek. Cicho, bo nie mogę usnąć. Albo wy mi przeszkadzacie, albo ten owad, którego wciąż odganiam. – stwierdził Maruda. Uciekaj i nie przeszkadzaj mi! Sio, sio, uciekaj! Muszę wypocząć. Jak ja nie cierpię pszczół! – krzyczał Maruda. Zostawcie go i chodźcie zobaczyć, jakie piękne kwiaty. –  wołał Wiercipiętek. Jak tu ładnie. Musimy przyprowadzić tu wszystkie Smerfy i Papę. Może tu zbudujemy nasz dom. – powiedziała Smerfetka. Popatrz, dlaczego ten kolorowy kwiatek w samym środku jest czarny? Ojej to się rusza! – zapytał Ważniak. Kto mnie budzi? Chcę jeszcze spać. &#8211; powiedziała cichutkim głosem Calineczka.</p>
<p>Co to za mała istotka? – zapytał zdziwiony Wiercipiętek. Patrzcie, tam śpi druga piękna dziewczyna. – zawołał Ważniak. Gdzie? &#8211; zapytała Smerfetka. O tam pod drzewem. – pokazał Ważniak. Jaka ona piękna. Co ona ma na głowie? To chyba korona? To na pewno jest królewna. Tylko dlaczego tak długo śpi? – powiedział Ważniak do Smerfetki.</p>
<p>Choć wszyscy rozmawiali głośno królewna nie obudziła się. Z drugiej strony lasu w kierunku dziewczynki w czerwonym ubranku, wilka i dzieci, które zgubiły się w lesie i małych niebieskich stworzonek szedł Kubuś Puchatek ze słoiczkiem miodu i Koziołek Matołek, który mieszkał w Pacanowie. Wszyscy spotkali się na zielonej polanie. Zrobiło się ciemno i zimno. Postanowili rozpalić ognisko. Zaczęli szukać gałązek, gdy nagle jedna z nich przemówiła. Nie ruszaj mnie! Nie jestem zwykłym drzewem. Jestem drewnianym ludzikiem. Wystrugał mnie dziadek. – powiedział Pinokio.</p>
<p>Gdy nazbierali już wystarczającą ilość drewna, okazało się, że nie mają go czym podpalić i wtedy koziołek zobaczył biedną dziewczynkę z dużym pudełkiem zapałek. Dziewczynka trzęsła się z zimna i ciągle powtarzała. Kupcie zapałki, kupcie zapałki&#8230;&#8230;&#8230;. cichym głosem prosiła Dziewczynka z zapałkami.</p>
<p>I jak to w bajkach bywa, wszystko skończyło się szczęśliwie. Czerwony Kapturek zaniósł babci lekarstwa, po których babcia wyzdrowiała. Jaś                         i Małgosia znaleźli drogę do domu. Smerfy pomogły zbudować papie nowy dom. Pszczółka Maja wróciła do ula i pomagała w zbieraniu pysznego nektaru. Calineczka cieszyła się, że poznała wielu przyjaciół. Kubuś Puchatek został przyjacielem pszczółki i mógł jeść miodu do woli. Koziołek Matołek poznał nowych przyjaciół i dalej szukał Pacanowa. Pinokio z kawałka wystruganego drewna przemienił się w prawdziwego chłopca. Śpiąca Królewna znalazła swojego królewicza i żyli długo i szczęśliwie, a dziewczynka z zapałkami sprzedała wszystkie zapałki i zamieszkała w naszych sercach.</p>
<p>Jolanta Wybieralska</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wierszyki-dladzieci.pl/opowiadanie-bajkowi-przyjaciele-jolanta-wybieralska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W kretowisku &#8211; Jolanta Wybieralska</title>
		<link>http://wierszyki-dladzieci.pl/w-kretowisku-jolanta-wybieralska/</link>
		<comments>http://wierszyki-dladzieci.pl/w-kretowisku-jolanta-wybieralska/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 09 Jun 2011 04:38:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wiersz inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wierszyki-dladzieci.pl/?p=276</guid>
		<description><![CDATA[ 
W kretowisku czarny kret,
Zrobił czarną dziurę wnet.
Zobaczyły dziurę krety
I wołały rety, rety.
 
Krecie, krecie ziemi fura,
Taka duża czarna góra.
Usiadł na niej czarny kret,
Może drugą zrobię wnet?
 
Drugą dziurę zaczął drążyć,
Ale z czasem nie mógł zdążyć.
Bo pazurki go bolały,
Gdy dziureczkę tę kopały.
 
My ci bracie pomożemy,
Czarną dziurę kopać w ziemi.
Tak drążyli, tak drążyli,
Aż tunele połączyli.
 
Jolanta Wybieralska
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<pre> </pre>
<pre>W kretowisku czarny kret,</pre>
<pre>Zrobił czarną dziurę wnet.</pre>
<pre>Zobaczyły dziurę krety</pre>
<pre>I wołały rety, rety.</pre>
<pre> </pre>
<pre>Krecie, krecie ziemi fura,</pre>
<pre>Taka duża czarna góra.</pre>
<pre>Usiadł na niej czarny kret,</pre>
<pre>Może drugą zrobię wnet?</pre>
<pre> </pre>
<pre>Drugą dziurę zaczął drążyć,</pre>
<pre>Ale z czasem nie mógł zdążyć.</pre>
<pre>Bo pazurki go bolały,</pre>
<pre>Gdy dziureczkę tę kopały.</pre>
<pre> </pre>
<pre>My ci bracie pomożemy,</pre>
<pre>Czarną dziurę kopać w ziemi.</pre>
<pre>Tak drążyli, tak drążyli,</pre>
<pre>Aż tunele połączyli.</pre>
<pre> </pre>
<pre>Jolanta Wybieralska</pre>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wierszyki-dladzieci.pl/w-kretowisku-jolanta-wybieralska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nadmorskie plaże &#8211; Jolanta Wybieralska</title>
		<link>http://wierszyki-dladzieci.pl/nadmorskie-plaze-jolanta-wybieralska/</link>
		<comments>http://wierszyki-dladzieci.pl/nadmorskie-plaze-jolanta-wybieralska/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 09 Jun 2011 04:33:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wiersz inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wierszyki-dladzieci.pl/?p=269</guid>
		<description><![CDATA[Bardzo lubię morze nasze,
A najbardziej morskie plaże.
Tłum turystów łapie fale,
I nie liczy czasu wcale.
 
W Ustce, Karwi i Jastarni
I w Chałupach i na Helu.
Najpiękniejsze nasze plaże,
Nie zapomnij przyjacielu.
 
W Gdańsku, Gdyni i Sopocie,
W Mielnie, Rowach i Darłowie.
Tu wypoczniesz przyjacielu,
Każdy dzisiaj ci to powie.
 
W Świnoujściu, w Międzyzdrojach,
W Dębkach, Łebie oraz Mielnie. 
Wszyscy są w dobrych nastrojach,
Tutaj latem jest przyjemnie.
 
Tu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Bardzo lubię morze nasze,</p>
<p>A najbardziej morskie plaże.</p>
<p>Tłum turystów łapie fale,</p>
<p>I nie liczy czasu wcale.</p>
<p> </p>
<p>W Ustce, Karwi i Jastarni</p>
<p>I w Chałupach i na Helu.</p>
<p>Najpiękniejsze nasze plaże,</p>
<p>Nie zapomnij przyjacielu.</p>
<p> </p>
<p>W Gdańsku, Gdyni i Sopocie,</p>
<p>W Mielnie, Rowach i Darłowie.</p>
<p>Tu wypoczniesz przyjacielu,</p>
<p>Każdy dzisiaj ci to powie.</p>
<p> </p>
<p>W Świnoujściu, w Międzyzdrojach,</p>
<p>W Dębkach, Łebie oraz Mielnie. </p>
<p>Wszyscy są w dobrych nastrojach,</p>
<p>Tutaj latem jest przyjemnie.</p>
<p> </p>
<p>Tu pozwiedzasz i wypoczniesz</p>
<p>I nabierzesz nowych sił.</p>
<p>Po wakacjach przyjacielu,</p>
<p>Będziesz o ,, nich” tylko śnił.</p>
<p>Jolanta Wybieralska</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wierszyki-dladzieci.pl/nadmorskie-plaze-jolanta-wybieralska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kochanej mamusi &#8211; Jolanta Wybieralska</title>
		<link>http://wierszyki-dladzieci.pl/kochanej-mamusi-jolanta-wybieralska/</link>
		<comments>http://wierszyki-dladzieci.pl/kochanej-mamusi-jolanta-wybieralska/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 09 Jun 2011 04:29:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wiersz inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wierszyki-dladzieci.pl/?p=265</guid>
		<description><![CDATA[Kochanej mamusi
Kiedy byłam malusieńka,
Ty nosiłaś mnie na rękach.
Chociaż nocy nie przespałaś,
Przytulałaś, kołysałaś….
 
Ja ci dzisiaj w tej podzięce,
Bukiet kwiatów dam na ręce.
Jutro też Ci dam, tak samo,
Bo cię kocham droga mamo.
Jolanta Wybieralska
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Kochanej mamusi</strong></p>
<p>Kiedy byłam malusieńka,</p>
<p>Ty nosiłaś mnie na rękach.</p>
<p>Chociaż nocy nie przespałaś,</p>
<p>Przytulałaś, kołysałaś….</p>
<p> </p>
<p>Ja ci dzisiaj w tej podzięce,</p>
<p>Bukiet kwiatów dam na ręce.</p>
<p>Jutro też Ci dam, tak samo,</p>
<p>Bo cię kocham droga mamo.</p>
<p>Jolanta Wybieralska</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wierszyki-dladzieci.pl/kochanej-mamusi-jolanta-wybieralska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wakacje w Polsce &#8211; Jolanta Wybieralska</title>
		<link>http://wierszyki-dladzieci.pl/wakacje-w-polsce-jolanta-wybieralska/</link>
		<comments>http://wierszyki-dladzieci.pl/wakacje-w-polsce-jolanta-wybieralska/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 09 Jun 2011 04:27:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wiersz inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wierszyki-dladzieci.pl/?p=262</guid>
		<description><![CDATA[Nie wyjeżdżaj za granicę,
Gdy odpocząć trochę chcesz.
Poznaj Polskie okolice
Morze, góry, lasy też.
 
Spakuj plecak i walizkę
I wygodne buty weź,
Bo na boso nie wypada,
Nawet w lecie iść przez wieś.
 
I rozkoszuj się wolnością,
Które Polskie lato daje.
Do swobody, wypoczynku,
Niepotrzebne inne kraje.
 
I oddychaj pełną piersią,
Chyba mi przyznacie rację,
Że najlepiej tu odpoczniesz,
W Polsce, gdzie są dłuuugie &#8211; WAKACJIE
 
Jolanta Wybieralska
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie wyjeżdżaj za granicę,</p>
<p>Gdy odpocząć trochę chcesz.</p>
<p>Poznaj Polskie okolice</p>
<p>Morze, góry, lasy też.</p>
<p> </p>
<p>Spakuj plecak i walizkę</p>
<p>I wygodne buty weź,</p>
<p>Bo na boso nie wypada,</p>
<p>Nawet w lecie iść przez wieś.</p>
<p> </p>
<p>I rozkoszuj się wolnością,</p>
<p>Które Polskie lato daje.</p>
<p>Do swobody, wypoczynku,</p>
<p>Niepotrzebne inne kraje.</p>
<p> </p>
<p>I oddychaj pełną piersią,</p>
<p>Chyba mi przyznacie rację,</p>
<p>Że najlepiej tu odpoczniesz,</p>
<p>W Polsce, gdzie są dłuuugie &#8211; WAKACJIE</p>
<p> </p>
<p>Jolanta Wybieralska</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wierszyki-dladzieci.pl/wakacje-w-polsce-jolanta-wybieralska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>My jesteśmy pszczółki małe &#8211; Jolanta Wybieralska</title>
		<link>http://wierszyki-dladzieci.pl/my-jestesmy-pszczolki-male-jolanta-wybieralska/</link>
		<comments>http://wierszyki-dladzieci.pl/my-jestesmy-pszczolki-male-jolanta-wybieralska/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 30 Dec 2010 14:23:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wiersz inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wierszyki-dladzieci.pl/?p=260</guid>
		<description><![CDATA[My jesteśmy pszczółki małe, pszczółki małe, pszczółki małe
Stroje mamy doskonałe, doskonałe, bzzzzzzzzzzz
Czarne pasy, żółte brzuszki, żółte brzuszki, żółte brzuszki
My jesteśmy łakomczuszki, łakomczuszki, bzzzzzzzzzzz
A na głowie czułki mamy, czułki mamy, czułki mamy
Nimi kwiatki dotykamy, dotykamy, bzzzzzzzzzzz
Pyłek z kwiatków przenosimy, przenosimy, przenosimy
Każdy kwiatek zapylimy, zapylimy, bzzzzzzzzzzz
Tu wskoczymy, coś zbierzemy, coś zbierzemy, przerobimy,
I z nektaru miód zrobimy, miód [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>My jesteśmy pszczółki małe, pszczółki małe, pszczółki małe<br />
Stroje mamy doskonałe, doskonałe, bzzzzzzzzzzz<br />
Czarne pasy, żółte brzuszki, żółte brzuszki, żółte brzuszki<br />
My jesteśmy łakomczuszki, łakomczuszki, bzzzzzzzzzzz</p>
<p>A na głowie czułki mamy, czułki mamy, czułki mamy<br />
Nimi kwiatki dotykamy, dotykamy, bzzzzzzzzzzz<br />
Pyłek z kwiatków przenosimy, przenosimy, przenosimy<br />
Każdy kwiatek zapylimy, zapylimy, bzzzzzzzzzzz</p>
<p>Tu wskoczymy, coś zbierzemy, coś zbierzemy, przerobimy,<br />
I z nektaru miód zrobimy, miód zrobimy, bzzzzzzzzzzz<br />
A jak trzeba, to żądlimy, to żądlimy, to żądlimy,<br />
Przed atakiem się bronimy, się bronimy bzzzzzzzzzzz</p>
<p>Takie małe z nas owady, z nas owady, z nas owady,<br />
Człek by bez nas nie dał rady, nie dał rady, bzzzzzzzzzzz<br />
Wszystkim miodek polecamy, polecamy, polecamy<br />
Bo dla ludzi go zbieramy, go zbieramy, bzzzzzzzzzzz</p>
<p>Jolanta Wybieralska</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wierszyki-dladzieci.pl/my-jestesmy-pszczolki-male-jolanta-wybieralska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dobre uczynki &#8211; Jolanta Wybieralska</title>
		<link>http://wierszyki-dladzieci.pl/dobre-uczynki-jolanta-wybieralska/</link>
		<comments>http://wierszyki-dladzieci.pl/dobre-uczynki-jolanta-wybieralska/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 30 Dec 2010 14:20:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wiersz inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wierszyki-dladzieci.pl/?p=257</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiaj jestem wielkim zuchem,
Bo pomagam swojej mamie.
Biegnę szybko do pomocy,
Gdy już tylko zjem śniadanie.
Potem babci też pomogę,
Która o mnie, co dzień dba.
Moja babcia jest kochana,
Ona sto buziaków da.
I w tramwaju, autobusie,
Gdy jest miejsce, to usiądę.
Kiedy widzę starszą panią,
Zaraz miejsca jej ustąpię.
I rozmawiam z kolegami,
Aby zieleń szanowali.
Nie chodzili już na skróty,
I trawników nie deptali.
A o ptakach [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj jestem wielkim zuchem,<br />
Bo pomagam swojej mamie.<br />
Biegnę szybko do pomocy,<br />
Gdy już tylko zjem śniadanie.</p>
<p>Potem babci też pomogę,<br />
Która o mnie, co dzień dba.<br />
Moja babcia jest kochana,<br />
Ona sto buziaków da.</p>
<p>I w tramwaju, autobusie,<br />
Gdy jest miejsce, to usiądę.<br />
Kiedy widzę starszą panią,<br />
Zaraz miejsca jej ustąpię.</p>
<p>I rozmawiam z kolegami,<br />
Aby zieleń szanowali.<br />
Nie chodzili już na skróty,<br />
I trawników nie deptali.</p>
<p>A o ptakach też pamiętam,<br />
Tych, co brak im pożywienia.<br />
Wstaję rano, sypię ziarno<br />
Choćby była to niedziela</p>
<p> Jolanta Wybieralska</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wierszyki-dladzieci.pl/dobre-uczynki-jolanta-wybieralska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nowy Rok &#8211; Jolanta Wybieralska</title>
		<link>http://wierszyki-dladzieci.pl/nowy-rok-jolanta-wybieralska/</link>
		<comments>http://wierszyki-dladzieci.pl/nowy-rok-jolanta-wybieralska/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 30 Dec 2010 14:16:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wiersz inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wierszyki-dladzieci.pl/?p=253</guid>
		<description><![CDATA[O północy w każdym domu,
Jak zwyczaje nakazują.
Stary rok żegnają wszyscy,
A nowego oczekują.
Już petardy odpalają
I muzyka głośno gra.
Już życzenia swe składają,
Życząc wciąż dobrego dnia.
Nowy Rok przychodzi nocą,
Idzie zawsze równym krokiem.
My corocznie go witamy
I tak mija rok za rokiem.
Każdy z nas jest o rok starszy,
O rok starsze są wspomnienia.
I natura o rok starsza,
O rok starsza nasza Ziemia.
Jolanta [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>O północy w każdym domu,<br />
Jak zwyczaje nakazują.<br />
Stary rok żegnają wszyscy,<br />
A nowego oczekują.</p>
<p>Już petardy odpalają<br />
I muzyka głośno gra.<br />
Już życzenia swe składają,<br />
Życząc wciąż dobrego dnia.<br />
Nowy Rok przychodzi nocą,<br />
Idzie zawsze równym krokiem.<br />
My corocznie go witamy<br />
I tak mija rok za rokiem.</p>
<p>Każdy z nas jest o rok starszy,<br />
O rok starsze są wspomnienia.<br />
I natura o rok starsza,<br />
O rok starsza nasza Ziemia.</p>
<p>Jolanta Wybieralska</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wierszyki-dladzieci.pl/nowy-rok-jolanta-wybieralska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

